Dodaj ogłoszenie

CenyRolnicze
NOTOWANIA
06 grudnia 2019, Piątek.
Kursy walut: USD USD - 3,8500 EUR EUR - 4,2721 GBP GBP - 5,0527 DKK DKK - 0,5718
Archiwum
06.12.2019 12:05 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 4,30 - 5,20 zł/kg, średnia: 4,78 zł/kg (na podstawie informacji z 13 ubojni) +++ +++ +++ 05.12.2019 MATIF: pszenica kons. GRU19 - 184,50 (- 0,40%), kukurydza STY20 - 164,75 (+ 0,15%), rzepak LUT20 - 394,50 (+ 0,57%) [euro/tona] +++ +++ +++

Namawianie do spółdzielczości to mrzonki

Paweł Hetnał

Minister rolnictwa wielokrotnie namawiał rolników do spółdzielczości, jako najlepszej formy prawnej do konkurowania we współczesnych realiach rynkowych. Tylko silne, skonsolidowane struktury mogą podjąć rywalizację z dobrze zorganizowanym kapitałem zagranicznym. Przykład rolniczej spółdzielni produkcyjnej z Wielkopolski pokazuje, że ta forma spółdzielczości ma jednak „pod górkę” i nie wiadomo jak długo wytrzyma obecne uwarunkowania prawno-finansowe. Główna przyczyna takiego stanu rzeczy, to coraz bardziej zawiłe i absurdalne wymagania względem prowadzonej działalności rolniczej, nierówne szanse w konkurowaniu z zagranicznym kapitałem i szkodliwa polityka handlowa związana np. z napływem taniego mięsa z zagranicy. 

 

Spółdzielnia z północy Wielkopolski utrzymuje 400 macior w cyklu zamkniętym. Gospodaruje łącznie na ok 400 ha. Pełnozatrudnionych jest 24 członków spółdzielni. Jej działalność zatem opiera się na produkcji trzody chlewnej i uprawie zbóż pod swoje potrzeby. Jak mówi nasz rozmówca, kiedyś uprawiał rzepak, ale teraz nie sprzyjają temu kapryśne warunki atmosferyczne i sytuacja rynkowa.

Ładne hasła i mydlenie oczu 

Spółdzielnia w ciągu roku dostarcza do zakładu ubojowego, oddalonego o ok. 30 km, około 8-9 tys. tuczników. Jak podkreśla nasz rozmówca, współpraca układa się dobrze. Zakład jest zadowolony, ponieważ otrzymuje dobrej jakości towar, który trafia wyłącznie na polski rynek. Stawka za jaką skupowane są świnie nie zadowala jednak producenta. Aktualnie spółdzielnia sprzedaje żywiec po 4,25 zł/kg przy tygodniowej dostawie ok. 160 sztuk tucznika. Mogłoby się wydawać, że w obecnych warunkach rynkowych to bardzo dobra stawka. - Pamiętajmy, że spółdzielnia jest na pełnym ZUS-ie, a nie na KRUS-ie. Mam też inne koszty jeśli chodzi o prąd, bo mam stawki przemysłowe – podkreśla nasz rozmówca. Dlatego też sytuacja finansowa spółdzielni w ostatnim czasie staje się coraz trudniejsza. Jak twierdzi jej prezes, obecnie jako producent jest „na minusie” i do każdego tucznika dokłada ok. 70-80 zł. Zakład nie jest jednak w stanie zapewnić mu ceny skupu choćby pokrywającej koszty produkcji. - Wyliczenia waszego portalu są dobre. Dokładamy po kilkadziesiąt złotych do każdej sztuki. Niektórzy piszą na różnych forach, że są do przodu po 100 zł na tuczniku. W takim wypadku świnia chyba dostaje piasek do jedzenia. Ratuje mnie tylko to, że zrezygnowałem z rzepaku i wszedłem w kukurydzę, którą uprawiam na ok. 100 ha. Plon nie był jakiś rewelacyjny, ale kukurydza była sucha – mówi spółdzielca.

 

Nasz rozmówca chciał w 2015 r. założyć grupę producencką. Stosowne dokumenty zostały dostarczone do ARiMR, ale zatwierdzono je dopiero w 2016 r. Później okazało się, że międzyczasie zmieniły się przepisy i grupa nie spełnia wymogów, ponieważ spółdzielnia ma osobowość prawną, a nie jest indywidualnym gospodarstwem rolnym. - Także, jako spółdzielnia jesteśmy na marginesie dzięki temu co ustalił poprzedni parlament z panem Sawickim na czele. Jesteśmy wykluczeni ze wszystkich dopłat. Teraz dostaliśmy rekompensatę suszową. W 2016 r. takie pomocy nie otrzymaliśmy, bo uznali, że mamy świnie i mamy z czego żyć. Nikt nie pomyślał, że te świnie muszą coś jeść – stwierdził nasz rozmówca. - Także opowiadanie bzdur naszych władz, co do spółdzielczości, to mrzonki. No chyba że spółdzielczość na ich warunkach. W nowych regulacjach prawnych podstawą jest rolnik indywidualny i nic one nie wnoszą w moim przypadku. To ładne hasła i mydlenie oczu. Jeszcze na początku można było korzystać z PROW-u, a teraz już nie – żali się przedsiębiorca.

 

Dodaje, iż gdy do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość dwa razy gościł w ministerstwie rolnictwa. - Pojechałem z dwoma innymi prezesami spółdzielni do ministerstwa. Chcieliśmy naświetlić sprawę. Przyjął nas minister Jurgiel, ale ciągle zerkał na zegarek i nie był specjalnie zainteresowany naszą wizytą. Mówiłem o tuczu nakładczym i innych problemach, ale minister tylko podparł głowę. Później była druga wizyta i przyjął mnie któryś z wiceministrów. Podobna sytuacja, gadanie głuchego z kulawym – mówi szef spółdzielni. Dodaje, że w Polsce nie ma szans na rozwój spółdzielczości jaki istnieje w Niemczech czy Francji właśnie ze względu na aparat administracyjny, który ciągle wymyśla jak tu „ułatwić” życie rolnikowi. Do tego dochodzą liczne kontrole. Za kolejne, złe dla rolników rozwiązanie nasz rozmówca wskazuje m. in. ustawę azotanową.

Jesteśmy traktowani jak śmietnik 

Prezes spółdzielni wskazuje też na inne zagrożenia jakie niesie za sobą aktualna sytuacja rynkowa. Dużym problemem jest tucz nakładczy, którego sposób funkcjonowania może budzić wiele wątpliwości. Jeszcze większym niebezpieczeństwem dla sektora trzody chlewnej jest import taniego mięsa z zagranicy. - Nasze tuczniki z czerwonych stref ASF na samym początku były usypiane i utylizowane, choć później też pojawiały się przypadki, że mięso to trafiało do „czystych stref”. Dlaczego zatem polskie świnie były utylizowane, a ten śmieć z Belgii czy Litwy jedzie do naszych zakładów? Odpowiedź jest prosta. Bo tam wolą sprzedać za 2 zł niż płacić 1,50 zł za utylizację. To jest logiczne myślenie, tylko kto się w Polsce na to się godzi? Przecież są służby weterynaryjne i graniczne. Przecież widzą, że chłodnie wjeżdżają. Trzeba też zapytać, dlaczego Niemcy nie kupują od Belgów, skoro mają bliżej? Takie dobre i takie tanie.. Płynie do nas też wieprzowina ze Stanów Zjednoczonych, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone, nie ma żadnej bariery. Jak to właściwe jest? Nam wszystkiego się zabrania, a tam wszystko można? - pyta spółdzielca z Wielkopolski.

 

Nasz rozmówca nie ukrywa, że na zachodzie kraju rośnie obawa przed wirusem ASF. Dodaje, że władze państwowe od początku wykrycia wirusa na terenie kraju są nieudolne w zwalczaniu tej choroby, a górę biorą utarczki polityczne. - Sawicki krzyczy, że to wina PiS-u, a ci że tamtych. To wina obopólna. Można to była zabić w zalążku. Cały czas nam się teraz wmawia, że nie można nic zrobić i śmiesznie to wygląda. Piąty rok idzie i tak się kulają. Tymczasem urzędnicy będą mnie ścigać za siatkę w oknach, żeby mucha nie wleciała, żeby kot nie wszedł, a oni mięso z kraju objętego ASF wwożą do ubojni, np. pod Gnieznem. Mamy teren wolny od ASF, a przywozi się mięso z terenów krajów objętych wirusem. Konieczne jest odpowiednie rozporządzenie, które będzie zakazywało tego typu praktyk. Nie będziemy siedzieć i patrzeć na to jak ASF kroczy na zachód. To dla nas ostatni gwizdek – stwierdza. Nadmienia również, że nierówne warunki konkurencji dotyczą nie tylko „trzodziarzy”, ale również innych branż. - Problemy mają przecież też drobiarze. Jak to się dzieje, że do Polski wjeżdża drób z Ukrainy, który nafaszerowany jest mączką kostno-mięsną, kiedy w UE ta pasza jest zakazana? Wjeżdża też do nas też kukurydza GMO. Te przykłady można mnożyć. Jedyną nadzieją jest wspólne działanie wszystkich branż rolniczych i zrzeszenie się w jedną, silną organizację – podkreśla szef spółdzielni.

Paweł Hetnał
Autor: Paweł Hetnał
Paweł Hetnał – absolwent Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Wieloletni dziennikarz portali i gazet lokalnych z terenu Podbeskidzia.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Najnowsze artykuły autora:

Może zainteresuje Cię również:

Branża mięsna organizuje się, by zwalczać ASF. Spo

Wczoraj w godzinach popołudniowych w Warszawie podjęto decyz

Krzyk rolników z Wielkopolski, którego rządzący ni

- Rządzący nawijają nam tylko makaron na uszy. Ostatnio mini

ASF w Wielkopolsce potwierdzony. Powiat wolsztyńsk

- Niestety, właśnie wróciłem z Wojewódzkiego Zespołu Zarządz