Dodaj ogłoszenie

CenyRolnicze
NOTOWANIA
09 grudnia 2019, Poniedziałek.
Kursy walut: USD USD - 3,8704 EUR EUR - 4,2830 GBP GBP - 5,0915 DKK DKK - 0,5732
Archiwum
09.12.2019 MATIF: pszenica kons. GRU19 - 185,25 (- 0,27%), kukurydza STY20 - 165,00 (+ 0,15%), rzepak LUT20 - 398,75 (+ 0,44%) [euro/tona] +++ +++ +++ 09.12.2019 12:46 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 4,40 - 5,60 zł/kg, średnia: 5,16 zł/kg (na podstawie informacji z 16 ubojni) +++ +++

Rozmowa z rolnikiem z woj. lubuskiego: Myślę, że postawiono już na nas krzyżyk

W miniony piątek odbył się strajk ostrzegawczy rolników, którzy m.in. domagali się od rządzących zdecydowanych działań w walce z wirusem ASF. Jedna z takich manifestacji odbyła się na pograniczu województw lubuskiego i wielkopolskiego. Kolumna ponad 50 ciągników przejechała trasą Żodyń – Wolsztyn. Na miejscu pojawili się nie tylko wielkopolscy rolnicy z gminy Siedlec, ale również ich sąsiedzi z woj. lubuskiego. - W woj. lubuskim nie ma dziury jeśli chodzi o protesty, my też stawiamy opór – zapewnia Paweł Brychcy, hodowca świń z gminy Babimost.

 

Jak relacjonuje pan Paweł, „strajk ostrzegawczy” odbył się bez większych zakłóceń, a nad wszystkim czuwała lokalna policja. - Policja była dzień wcześniej na spotkaniu. Nie utrudniano nam w żaden sposób przejazdu. Zasugerowano nam żeby nie blokować dróg, ale przejechać kolumną. Policjanci zachowali się bardzo profesjonalnie, zabezpieczali każde skrzyżowanie. Oni wiedzą o co chodzi w naszych protestach, choć głośno nie mogą o tym mówić, bo wiadomo kto jest ich chlebodawcą – stwierdza nasz rozmówca.

 

Jak informuje gospodarz z Lubuskiego, manifestacja odbyła się pod szyldem Ago Unii, ale rolnicy tak czy owak skrzyknęliby się i wyszli na ulice. - To co dzieje się to zakrawa na kpinę. Dzika znajdą padłego na polu, to ja płacę za utylizację. Czy w tym jest logika? Rządzący myślą chyba, że my żyjemy w średniowieczu. Ludzie dojeżdżają do pracy do Sulechowa, do Zielonej Góry i przenoszą to wszystko na kołach, a nie ma żadnej maty dezynfekcyjnej na drodze. Jak była ptasia grypa w Deszcznie, to co chwilę była jakaś mata. Teraz nie dzieje się nic. Weterynaria w naszym regionie jest kompletnie nieprzygotowana. Dostałem smsa z informacją, że mam zgłosić ilość świń w gospodarstwie. To weterynaria nie korzysta z rejestrów ARiMR? Usłyszałem, że ich baza jest niekompletna. Generalnie panuje chaos, a jedynym sposobem na walkę z ASF jest kontrola gospodarstw i szukanie uchybień. Jeżeli walka z ASF ma polegać wyłącznie na ochronie gospodarstw przez rolników, to nie ma szans, bo nikt nie jest w stanie w pełni zapewnić bezpieczeństwa biologicznego w chlewni. To musi być naprawdę szczelny system. Mamy koty oddać do schroniska, żeby nie biegały po podwórku, bo mogą mieć kontakt z chorym zwierzętami? Trzeba postępować racjonalnie. Powinny być porozkładane maty. Gdzie one są? Czy myśliwi, którzy chodzą po lasach mają przed domami maty, czy przestrzegają zasad bioasekuracji? Mieszkańcy, którzy jadą do pracy też nie muszą nic. Tylko nam rolnikom utrudnia się życie. Ja muszę ciągniki dezynfekować, wszystkie sprzęty rolnicze i spełniać wszystkie wymagania, a inni nie - zauważa Paweł Brychcy.

 

Rolnik z gminy Babimost jest przekonany, że walkę z ASF trzeba rozpocząć od dzików i ograniczenia populacji tych zwierząt. - Trzeba zacząć od dzików, bo roznosicielami choroby są właśnie te zwierzęta. Jeśli nie rozprawią się z nimi myśliwi, to te dziki nie tylko padną w wyniku choroby, ale też przeniosą ją dalej. Niestety, ale myśliwi to hobbyści. To już ma mało wspólnego z łowiectwem – mówi gospodarz. Pretensje kieruje nie tylko pod adresem związku łowieckiego, ale również rządzących, którzy robią niewiele aby zwalczać chorobę. Jak zauważa, do dzisiaj nie wyjaśniono skąd wziął się w woj. lubuskim pierwszy, ujawniony 4 listopada, przypadek ASF. Czy strajk ostrzegawczy polskich rolników przyniesie jakikolwiek skutek? - Myślę, że nie. Na nas już postawiono krzyżyk. Polski Związek Łowiecki jest bierny i nikt nie patrzy na to, co się wydarzy jak ten wirus rozprzestrzeni się na cały kraj. Trzeba strzelać i koniec kropka. W strefie żółtej owszem nie należy płoszyć, ale w pozostałych lubuskich lasach trzeba walczyć z dzikami – przekonuje rolnik.

 

Pan Paweł hoduje świnie. Utrzymuje 25 loch w cyklu zamkniętym w miejscowości Podmokle. W jego okolicy zostało już tylko trzech rolników na poważnie zajmujących się hodowlą trzody chlewnej. Reszta utrzymuje co najwyżej kilka sztuk. - Jak wirus tutaj wejdzie, to będzie już koniec hodowli na tym terenie – snuje czarny scenariusz nasz rozmówca. Jeśli tak się zdarzy, to czy pan Paweł widzi dla siebie jakąś alternatywę w rolnictwie? - Nie widzę dla siebie żadnej alternatywy. Mamy tutaj słabą ziemię. Gmina Babimost to są ziemie 5 i 6 klasy. Z tych 20 ha, które mam, to może 9 ha nadaje się do użytku. Jakie alternatywy? Bydło? Nie mam za bardzo z czym startować, bo mam 2 ha łąk. Po drugie nie mam odpowiednich budynków. Ile razy można się transformować, przekształcać i dostosowywać? - pyta hodowca z woj. lubuskiego.

 

Wg Pawła Brychcego, społeczeństwo nie do końca dostrzega problem ASF. Konsekwencje dalszej ekspansji wirusa mogą być opłakane dla wszystkich konsumentów. - Społeczeństwo nie widzi tego problemu, bo żywi się problemami zastępczymi, typu nocne głosowanie w Sejmie. Jak u nas nie będzie naszej wieprzowiny, to Niemiec do nas przywiezie. Nie będzie to taniej niż sprzedają do Chin, gdzie eksportują nawet za 16 zł/kg. Niemcy już kręcą się wokół 2 EUR za kilogram tucznika wbc. Jakim cudem niemiecka wieprzowina jest obecnie w polskich sklepach tańsza od naszej? Jak to możliwe? Jaka to jest jakość? Kto tu jest głupi? Wszyscy jesteśmy konsumentami i wiemy jak to działa. Nam jako narodowi przez dziesięciolecia ciągle brakowało i dlatego patrzymy głównie na cenę produktu. Może się to trochę zmienia, ale za wolno. Niestety, ale zaczynają się też tworzyć monopole, ogromne gospodarstwa produkcyjne. Co więcej, udowadnia się społeczeństwu, że mięso można utworzyć nawet z powietrza. Do tego jest ciągłe oskarżanie jakie to rolnictwo jest złe, bo jest obornik, gnojowica, śmierdzi, emisja gazów – takie ciągle padają hasła w środkach masowego przekazu. Tymczasem jacyś naukowcy pokazują, że w laboratorium można zrobić mięso bez udziału hodowcy – dzieli się swoimi refleksjami rolnik z Lubuskiego.

 

Inny problem, który zdaniem pana Pawła dobija polskich rolników, to szkody łowieckie. - Ja przechodziłem całą ścieżkę i wiem jak to wygląda od kuchni. Nie zgodziłem się z oszacowaniem strat. Napisałem odwołanie. Przyjechali, miałem wszystko udokumentowane i okazało się, że to nie jest dowód. Musze złożyć dokumenty w sądzie okręgowym i na tej podstawie będą weryfikowane moje roszczenia. Procedura trwa trzy miesiące. Jakby to trwało tydzień, to ja bym poczekał. Porobi ktoś zdjęcia, pobierze próby i to by załatwiło sprawę. Tyle się należy i koniec. W rolnictwie nie można czekać. Tydzień to sporo czasu, a gdzie mowa o trzech miesiącach? Szczególnie w żniwa każdy dzień ma znaczenie. Moim zdaniem koła łowieckie z zimną krwią wykorzystują obowiązujące przepisy. Czy to jest racjonalne? - pyta retorycznie Paweł Brychcy.

Paweł Hetnał
Autor: Paweł Hetnał
Paweł Hetnał – absolwent Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Wieloletni dziennikarz portali i gazet lokalnych z terenu Podbeskidzia.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Najnowsze artykuły autora:

Może zainteresuje Cię również:

W ramach walki z ASF odstrzelą 48 dzików

Do 20 grudnia w powiecie zielonogórskim zostanie odstrzelony

Reforma nadzoru nad rzeźniami nadaje się do kosza?

To pseudo-reforma, która niczego nie rozwiąże, ale spowoduje

ASF jest już u bram powiatu mieleckiego. To podkar

W siedzibie mieleckiego starostwa powiatowego odbyło się pos