Dodaj ogłoszenie

CenyRolnicze
NOTOWANIA
16 września 2019, Poniedziałek.
Kursy walut: USD USD - 3,9116 EUR EUR - 4,3262 GBP GBP - 4,8609 DKK DKK - 0,5794
Archiwum
16.09.2019 12:10 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 5,00 - 5,60 zł/kg, średnia: 5,30 zł/kg (na podstawie informacji z 18 ubojni) +++ +++ +++ +++ 13.09.2019 MATIF: pszenica kons. GRU19 - 170,25 (+ 0,44%), kukurydza LIS19 - 162,75 (+ 0,31%), rzepak LIS19 - 383,50 (+ 0,20%) [euro/tona] +++ +++ +++ 13.09.2019 13:04 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 4,90 - 5,80 zł/kg, średnia: 5,32 zł/kg (na podstawie informacji z 16 ubojni) +++ +++ +++ +++ +++

Dlaczego wielu rolników nie zje mięsa ze swojej świni?

Paweł Hetnał

Tylko cztery miliony sztuk świń pochodzi z polskich prosiaków. Pozostałe siedem milionów sztuk rodzimego pogłowia, to zwierzęta pochodzące z importu, co powoduje, iż ok. 2,5 mld zł na zakup warchlaków wypływa poza granice kraju. Taka sytuacja w dłuższej perspektywie może doprowadzić do „niesamowitej drożyzny” na rynku mięsa. Tak przynajmniej uważa Krzysztof Tołwiński z Federacji Gospodarstw Rodzinnych, który uważa, że musimy szybko doprowadzić do odbudowy pogłowia, a formy tuczu nakładczego powinny być bezwarunkowo zakazane.

 

- Ministerstwo pisze jak to dobrze jest na rynku trzody chlewnej. Panie ministrze Romańczuk. Przede wszystkim musicie zdać sobie sprawę, że w zakresie trzody chlewnej, wieprzowiny – to są wasze dane rządowe – macie saldo minusowe. Prawie 100 tys. ton mniej eksportujemy, niż importujemy. A więc jesteśmy importerem w zakresie tylko mięsa mrożonego, podrobów itd. Chodzi o to, żebyśmy zdawali sobie sprawę z dramatu, jeżeli teraz w liczbie 11 mln sztuk trzody – przyjmijmy umownie, że tyle produkujemy – 7 mln sztuk (przyznajecie się zresztą w waszych danych do tych liczb) to są warchlaki z zewnątrz, obce. I to nieważne, czy w cyklu tuczu nakładczego, nieważne, czy są z Danii, z Niemiec, z Holandii. To nie ma najmniejszego znaczenia. Rzecz w tym, że tylko 4 mln sztuk wyhodowano w tym kraju, który wybiera się w kosmos, a świń nawet nie potrafi hodować. Rolnicy potrafią, tylko wy nas zniszczyliście jako władza i patologiczny system, do którego doprowadziliście. 7 mln sztuk z zewnątrz, a tylko 4 mln sztuk pochodzą z naszych prosiaków. Cudem ten biedny polski konsument może gdzieś znaleźć kiełbasę czy wędlinę z polskiej świni. A chyba o to nam chodzi. Jeśli jest 7 mln sztuk razy, załóżmy, 400 zł. Przyjmijmy sobie. Czy my zdajemy sobie sprawę, panowie patrioci rolnicy, że to jest kolejne minimum 2,5 mld zł, które na dzień dobry oddajemy obcym? A w trzodzie chlewnej nie na tuczu się zarabia, ale na prosiętach i warchlakach. To nie jest wina rolników, którzy dali się wprowadzić w ten niewolniczy system. Nie jest to ich wina, bo jaki mamy wybór? Jest to tylko po prostu wina tego państwa – mówił podczas niedawnej sejmowej komisji rolnictwa Krzysztof Tołwiński z Federacji Gospodarstw Rodzinnych.

 

Grozi nam drożyzna na rynku mięsa

 

Tołwiński przypomniał zgromadzonym, iż tylko od początku roku o 12,5% wzrosła nam cena wędlin. Jak wyjaśniał Polacy utracili pakiet kontrolny w produkcji trzody. Jak uważa działacz, dzisiaj nie mamy takiej produkcji trzody, która mogłaby stabilizować rynek. Dzisiaj już nam z zewnątrz narzucają warunki. Ciągle to podkreślam. - Ostatnie badania Eurostatu wyraźnie mówią, że Polacy płacą tylko 63% średniej unijnej za mięso, m.in. za mięso wieprzowe. Jeśli oddaliście handel, jeśli handel jest w obcych rękach, a tu mamy 63% średniej... Co się dzieje, że w Danii cena wędlin wynosi ponad 130% w stosunku do średniej? Zobaczcie, dwa razy tyle co w Polsce, a my stamtąd warchlaczki bierzemy. Jeśli taka polityka będzie dalej prowadzona, to faktycznie doprowadzicie do niesamowitej drożyzny na rynku mięsa. Tę politykę trzeba przerwać – apeluje Tołwiński. Szef Federacji uważa, że musimy doprowadzić do odbudowy naszego pogłowia, a formy tuczu nakładczego powinny być bezwarunkowo zakazane. Wg niego powinien być „odpowiedni czas i etap, żebyśmy mogli się do tego dostosować”

 

Krzysztof Tołwiński stwierdził również, że „nie ma nadzoru weterynarii nad tuczem nakładczym”. - Nie sprawdza się poprzez inspekcję powiatową nawet 5% transportów, do czego obliguje nas ustawodawstwo. My nawet tego nie wykonujemy. 80-90% to są hodowcy i wiedzą, kiedy duńskie prosięta do nich wiozą, jeżeli są duńskie oczywiście. Nie mówię o prosiętach polskich, bo to jest wielki zaszczyt i honor, jeżeli produkujemy polskie prosięta. Transporty przyjeżdżają nocą. Nocą i w święta. Dlaczego? Dlatego, żeby nie było kontroli weterynaryjnej, żeby nie trzeba było się dodatkowo spowiadać. W ogóle Duńczycy nam się dziwią. Duńczycy, ci normalni producenci rolni. I zresztą oni rozumieją tak samo rolnika. Dziwią się nam, że myśmy doprowadzili do takiego systemu. Na początku tak nie było. Nie było patologii, patologia gdzieś tam w międzyczasie się stworzyła. Dlaczego? Bo nie zadziałało państwo. Jest to dzisiaj bardzo poważny problem, bardzo poważne zadanie – diagnozuje działacz Federacji.

 

Rolnik nie zje mięsa z własnego gospodarstwa?

 

Dodał, iż jakość warchlaków importowanych jest niedopuszczalna. - One nigdy w tamtym układzie nie byłyby przeznaczone do tuczu, lecz do ubicia. Taki środek jak farmatyl jest permanentnie stosowany, szczególnie przy holenderskim i duńskim surowcu, ze względu na to, że po prostu nie da się zwierzęcia utrzymać przy życiu, trzeba to zrobić tzw. przeżyciowo. Mamy na to dowody, rolnicy mają dowody na to wszystko i nie można o tym jak gdyby dyskutować. W związku z tym dzisiaj – przy tym bezwładzie i bierności jakichkolwiek inspekcji kontrolnych – doprowadzamy do poważnego zagrożenia życia i zdrowia konsumentów. Ja dzisiaj świadomie mówię na posiedzeniu Komisji Rolnictwa – a jak nie, to posłużę się rolnikami, którzy hodują trzodę. To stwarza zagrożenie i nie należy tego jeść. Spytajcie rolnika, który hoduje duńskie warchlaki w  tuczu nakładczym, czy sam będzie jadł właśnie to mięso. Czy tak zrobi, nawet gdy jest taka możliwość, żeby sobie zabił, ubił zwierzę. Nie, ponieważ widzą, co się dzieje i wiedzą, czym zwierzęta są karmione. Rolnik nigdy nie będzie spożywał tego mięsa – uważa Krzystzof Tołwiński.

 

Szef Federacji poprosił o dezyderat sejmowej Komisji Rolnictwa, „wzywający rząd do podjęcia działań w celu wyeliminowania tuczu nakładczego w Rzeczypospolitej jako niekorzystnego”. - W pierwszej kolejności niekorzystnego dla konsumentów i bardzo groźnego, a po drugie blokującego rozwój polskiej hodowli. Nigdy narodowy program odbudowy pogłowia polskiej hodowli, a taki musi być, program hodowli opartej na polskiej losze i polskich prosiakach, nie będzie mógł być zrealizowany, jeśli tego nie wykonamy – twierdzi Tołwiński.

 
Pogłowie nam spada od 15 lat

 

- Proszę państwa, słucham dzisiaj wypowiedzi i nie wierzę własnym uszom. Związek Polskie Mięso ubija około 2/3 polskiej trzody, czyli jest naprawdę istotnym ubojcą. Na początek chciałbym sprostować wypowiedź dwóch panów. Mianowicie pana Tołwińskiego. Proszę pana, Polska dzisiaj rzeczywiście eksportuje ponad 900 tys. ton, a około 1 mln ton importuje. Rzeczywiście import jest większy, choć niewiele. Jest to około 100 tys. ton. Bilans już od kilku lat rzeczywiście jest ujemny. Niewątpliwie przyczyna jest oczywista. Niestety spada u nas pogłowie od 15 lat. Wiemy, że z 15-16 mln sztuk spadło na 11 mln obecnie. Jasne jest i każdy z nas wie, że przy spadającym pogłowiu musi brakować warchlaków. No, to jest logiczne. I stąd import. Proszę państwa, to jest nasz główny problem – komentował Andrzej Pawelczak, reprezentant Związku Polskie Mięso i firmy Animex. - Wiem, że na ten temat już było sporo narad, sporo spotkań, ale to jest rzeczywiście problem polskiej branży mięsnej. Jestem w branży od ponad 30 lat i wiemy, że aby rzeczywiście zatrzymać import, to nie wystarczą dobre chęci. Ale wystarczy przede wszystkim zmiana przepisów o możliwości rozbudowy hodowli – budowy nowej i modernizacji istniejącej hodowli – uważa Pawelczak.

 

Uczestnik posiedzenia komisji dodał, iż obecnie w Hiszpanii 90% tuczu odbywa się z tzw. tuczu kontraktowego. - Niemcy idą w tym kierunku. Jeżeli chcemy być w Unii Europejskiej... A domyślam się, że chcemy, bo taka jest wola Polaków, a w szczególności polskich rolników. A więc jeżeli chcemy być w Unii, to musimy rzeczywiście stosować metody, które dają rozwój naszej branży. Wydaje mi się, że obydwie metody są dobre – stwierdził przedstawiciel Animexu. Wg niego powinno się debatować jak utrzymać branżę, jak się obronić przed Danią, przed Holandią, przed Niemcami, jak móc z nimi konkurować. Konkurować również w hodowli...

Paweł Hetnał
Autor: Paweł Hetnał
Paweł Hetnał – absolwent Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Wieloletni dziennikarz portali i gazet lokalnych z terenu Podbeskidzia.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Najnowsze artykuły autora:

Może zainteresuje Cię również:

Rolnik walczy o godność i sprawiedliwość. Organiza

W najbliższy poniedziałek (2 września) o godzinie 9 w sśdzie

Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy RP chce zaw

Członkowie Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP, najczę

Co ministerstwo wie o tuczu nakładczym? Niewiele..

„Jest super, więc o co ci chodzi?” - pytał niegdyś w jednej