Dodaj ogłoszenie

CenyRolnicze
NOTOWANIA
16 sierpnia 2019, Piątek.
Kursy walut: USD USD - 3,9281 EUR EUR - 4,3543 GBP GBP - 4,7713 DKK DKK - 0,5837
Archiwum
16.08.2019 MATIF: pszenica kons. WRZ19 - 168,00 (0,00%), kukurydza LIS19 - 168,00 (- 0,59%), rzepak LIS19 - 380,00 (+ 0,26%) [euro/tona] +++ +++ +++ 16.08.2019 12:54 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 5,60- 6,10 zł/kg, średnia: 5,84 zł/kg (na podstawie informacji z 15 ubojni) +++ +++ +++ +++ +++ +++ +++ +++

Niechciany import niszczy polskich hodowców trzody chlewnej

Paweł Hetnał

Podczas zeszłotygodniowej sejmowej komisji rolnictwa, poseł Zbigniew Ajchler (PO) przedstawił stanowisko środowiska trzody chlewnej w Wielkopolsce, które jest zaniepokojone sytuacją w ich branży. - Chodzi o sytuację, którą pan zna, bo ma pan wiedzę na temat tego, co się dzieje w trzodzie chlewnej. Panie ministrze, import nas zalewa, susza nam dokłada. W tej chwili stan jest taki, że ogólnie dopłacamy już nawet 60–70 zł do 30-kilogramowego warchlaka – alarmował parlamentarzysta. 

 

Jak zauważył Ajchler, konsolidacja branży mięsnej, przetwórstwa z paszownictwem sięga zenitu. - Jak tak dalej pójdzie, to za chwilę polski producent nie będzie miał nic do powiedzenia i zniknie z powierzchni ziemi. Kowalska w Warszawie czy we Wrocławiu nie będzie wiedziała, w jakim procencie wieprzowina, którą kupi w sklepach, jest polska. Już dzisiaj nie wie, na ile to mięso jest zagraniczne. Panie ministrze, w każdym razie zwracam się do pana z pytaniem, czy planuje pan w najbliższym czasie wdrożenie jakichkolwiek mechanizmów, które ograniczą niechciany import? - pytał poseł klubu PO. - Nawałnica zwierząt i mięsa powodowana jest tym, że jest wiedza co do stanu naszych kontroli weterynaryjno-inspekcyjnych. Chodzi o liczbę przeprowadzanych kontroli w stosunku do masy towarowej w naszym państwie. Te kontrole są przeprowadzone, ale liczba służb, jakimi dysponujemy i zadania, które mają one do wykonania, nie są w stanie zapewnić odpowiedniej liczby kontroli. Chcę powiedzieć, panie ministrze, że podmiotów, które chcą produkować trzodę w Polsce – a trzoda w Polsce jest tradycją – jest już niewiele – alarmował Ajchler.

 

Wielkopolska drży przed ASF

 

Poseł dodał, że hodowcy sami jako branża nie uporają się z tym problemem. Parlamentarzysta podał przykład Czechów, którzy wprowadzili kontrolę weterynaryjną w różnych miejscach na granicy swojego państwa. Udało im się ograniczyć ASF i to w sposób znaczący. - Wydaje mi się, że kontrole, które należałoby wprowadzić z premedytacją, mogłyby być częścią zabezpieczenia Polski przed ASF, chociażby w związku z napływem żywych zwierząt. Nie można pozwolić, żeby dochodziło do sytuacji, aby w swobodny sposób taka ilość, nazwijmy to pod znakiem zapytania, żywności i żywych zwierząt pod względem jakości wpływała do naszego kraju. Nie chcę nikogo straszyć ani przedstawiać kasandrycznych wizji. Zakończę swoją wypowiedź takim stwierdzeniem, że uważam, iż bezpieczeństwo naszego państwa jest zagrożone. Ostatnim przykładem jest Belgia, do której, w wyniku nieprzestrzegania różnych rzeczy i transportu, wprowadzono ASF. Takie są podejrzenia. Oby u nas nie nastąpił taki przeskok. Wszyscy w Wielkopolsce się tego boimy. Chcę powiedzieć, że reprezentuję środowisko, w którym mamy ponad 140 sztuk na 100 ha użytków rolnych, największa obsada w Polsce. Wszyscy jesteśmy przerażeni tym, co się stanie. Jesteśmy atakowani ze wszystkim stron: przez środowisko, o co nikt do nikogo nie ma pretensji, bo to jest oczywista sprawa, i przez zorganizowane działania ludzkie, wykorzystujące słabość sektora w Polsce. Proszę o odpowiedź na pytanie: Czy wdroży pan jakiekolwiek działania, żeby to ograniczyć? Jakie, jeśli można wiedzieć? Czy z pana punktu widzenia realne jest wdrożenie restrykcyjnych służb weterynaryjnych, aby sprawdzić, co do naszego kraju wpływa pod względem chorób i jakości? - pytał poseł Ajchler.

 

Do tak rozbudowanego pytania nie był w stanie kompleksowo odnieść się minister rolnictwa. Jan Krzysztof Ardanowski podkreślił, że poseł Ajchler jest jedną z bardziej kompetentnych osób w sprawie produkcji świń w Polsce. Ma wielkie osiągnięcia i wielką wiedzę na ten temat. - Pan poseł wie również, że w Unii Europejskiej nie ma żadnych mechanizmów regulacyjnych odnośnie produkcji wieprzowiny. (…) To, w jakiej sytuacji jesteśmy teraz, jest skutkiem wielu lat zaniedbań, związanych z redukowaniem polskiej hodowli i otwieraniem rynku na bardzo silną i prężną ekspansję, przede wszystkim wieprzowiny duńskiej. To jest również sprzedaż zakładów Sokołów. Nie my to sprzedawaliśmy, panie pośle. To jest doprowadzenie do tego, co jest najważniejsze przy hodowli świń, czyli przetwórstwo i handel, nie produkcja. Powtarzam to jak mantrę: na świecie w rolnictwie produkcja surowca nie jest opłacalna. Zyski, wartość dodana powstają w następnych ogniwach łańcucha: w przetwórstwie i w handlu. Zredukowaliśmy siebie wyłącznie do producentów surowca. Teraz cierpimy – stwierdził szef resortu. Dodał, iż wśród przedstawicieli branży jest wielu, tak się wydaje, rolników przedstawicieli, znających sytuację europejską. Są również organizacje skupiające hodowców. 

 

Potrzebne sa nowe rozwiązania

 

Minister oczekuje, żeby to środowisko „coś zaproponowało”, wiedząc również o tym, w jaki sposób rynek organizują rolnicy w Danii i Bretanii, czyli północno-zachodniej części Francji, gdzie jest największa koncentracja trzody we Francji. - Tam państwo nie ingeruje. Oni sami regulują rynek. Jestem otwarty na wszelkie propozycje. Natomiast powtarzane przez wielu mityczne przekonanie, że wzmocnienie kontroli weterynaryjnej rozwiąże sprawę… Muszę powiedzieć, że w zdecydowanej większości dotychczasowe kontrole nie wykazują, że do Polski napływa jakaś ogromna ilość chorych zwierząt albo że importowane mięso nie spełnia norm bezpieczeństwa. To jest tylko nasze wyobrażenie o tym. Mogę zwiększyć intensywność kontroli. Między innymi po to zmieniliśmy ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwej konkurencji, ustawę, która zwiększyła uprawnienia Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Podpisuję z SANEPID-em specjalne porozumienie o wykorzystaniu potencjału kontrolnego SANEPID-u. Proszę mi wierzyć, nie zaniedbujemy tego – przekonywał Ardanowski. Podkreślał, że nie ma skutecznej możliwości zablokowania czy zamknięcia otwartego w ramach przepisów unijnych i traktatów rynku tylko dlatego, że „nam się wydaje, iż tym mechanizmem kontrolnym możemy zablokować obrót”.

 

Minister stwierdził, iż potrzebne są działania stabilizujące rynek, odtwarzające polską produkcję, zwiększające efektywność i opłacalność produkcji prosiąt i warchlaków. - Dramatycznie pozbywamy się części hodowlanej. Tuczniki ktoś w Polsce będzie hodował w mniejszych czy większych gospodarstwach, natomiast pozbywamy się części hodowlanej. Oczekuję od POLSUS-u oraz innych organizacji przedstawienia sposobów na to, jak zaangażować środki publiczne. Oczekuję również własnych regulacji, jakie powinna przyjąć branża. Jest bowiem takie oczekiwanie – trochę jak w przypadku jabłek – żeby ktoś dał pieniądze i zdjął nadwyżki, a my nic nie będziemy robić. To jest transakcja wiązana. Nadwyżki będą w tym roku zdjęte, ale w przyszłym roku musi być mniej sadów, musi być zmiana struktury. Dopiero to może przynieść jakiś efekt strukturalny w kolejnych latach – wyjaśniał szef resortu rolnictwa.

 

Ardanowski negatywnie odniósł się do przykładu z Czech, który przytoczył Ajchler. Wg ministra, Czesi, naginają prawo unijne, ograniczają import głównie z Polski, psując opinię polskiej żywności. - Opowiadają o tym, że to polska żywność jest niebezpieczna na rynku czeskim i że Czesi nie powinni z Polski niczego kupować. Przykładem czeskim aż tak mocno bym się nie posługiwał, bo jest on wymierzony przeciwko nam – mówił minister. Jego zdaniem powinniśmy czerpać pomysły na rozwój hodowli itrzody chlewnej z liderów w tej branży. Jak mówił Ardanowski, jeżeli w stanie Utah w Ameryce powstają ogromne fermy trzody chlewnej, które mają dziesiątki tysięcy macior w jednym miejscu, jeżeli wokół wielkich miast rosyjskich powstają kombinaty rolno-przemysłowe, które mają 5 tys. macior w cyklu zamkniętym, jeżeli w ciągu ostatnich kilku, góra kilkunastu, lat powstały ogromne fermy w Hiszpanii, na pustyni – to są to wszystko te elementy, które trzeba mieć na względzie myśląc o rozwoju hodowli w Polsce.

 

Z polskiego rolnika robi sie niewolnika

 

- Panie ministrze, z całym szacunkiem, zdaję sobie sprawę, że nie ma sensu wracać do przeszłości. Co prawda, są to fakty co do naszej roli, naszego przetwórstwa w stosunku do produkcji towarowej. Nie podważy się ich. One nie rozwiążą już, włącznie z lamentem, tego, co mamy w tej chwili. Życie pokazuje nam coraz to nowe zagrożenia. Powstają nowe zagrożenia dla polskiej, mniej zorganizowanej branży. Mówię tutaj o wszystkich zmowach, które się dzieją, czyli o tym, o czym mówiłem już wcześniej. Uważam, że o zmowach paszowników z przetwórcami… Mówię o wprowadzanym, bardzo niechcianym – oczywiście nie przez wszystkich – tuczem kontraktowym. Z polskiego rolnika robi się niewolnika, a on mając z tego tytułu parę groszy, wybiera mniejsze zło. Sądzę, że debata wśród zawodowców, którą pan minister zaproponował, jest jakimś rozwiązaniem Może przyczynię się swoim działaniem, swoją praktyką do tego, że pojawią się tutaj ludzie z odpowiednimi kwalifikacjami. Przygotują się do debaty, będą mieli raporty, żeby wnieść coś porządnego do rozwiązania problemu tego rynku. Słyszy się czasami, że wcale nie musi być w Polsce rynku trzody, przecież mamy rynek drobiu. Uważam, że byłaby to wielka strata, bo Polacy lubią wieprzowinę. (…) Moim zadaniem – i jako posła, i jako producenta – jest przedstawiać racje branży. Ona nie jest bez winy, nie jest pozbawiona wad, ale dzisiaj potrzebuje pomocy. Sama nie rozwiąże problemu. Musimy wspólnie w krótkim czasie postawić diagnozę i spróbować rozwiązań dla tej branży w całym kraju. To jest naszą powinnością – podkreślał Zbigniew Ajchler

 

- Jestem przekonany – możemy się tutaj różnić – że jeżeli będziemy się ścigali w zakresie tego, co zawsze nazywał pan nowoczesną produkcją trzody chlewnej, czyli maksymalizacji wykorzystania macior, liczby prosiąt, zmniejszenia zużycia paszy, pośrednich etapów, długości prosięcia przy losze, odsadzenia itd. i będziemy próbowali ścigać się z Duńczykami, to będzie to branie udziału w chorych zawodach. Bierzemy udział w chorych zawodach, w których przegramy. Tempo zmian w zakresie trzody chlewnej w Danii jest bowiem pewnego rodzaju wynaturzeniem produkcji trzody chlewnej, a nie kierunkiem, który powinniśmy powielać – ocenił Ardanowski. W jego opinii powinniśmy postawić na inny kierunek, a mianowicie hodować dużo mniej, ale drożej sprzedawać i uzyskiwać dodatkową wartość, zamiast ścigać się w produkcji nędznej jakości mięsa z Duńczykami. Jego pomysł polega na promowaniu całkiem innego typu mięsa z ras rodzimych, czyli z puławskiej, złotnickiej białej i pstrej „po to, żeby nauczyć konsumentów: zapłać więcej, ale kupuj lepsze”.

 

Paweł Hetnał
Autor: Paweł Hetnał
Paweł Hetnał – absolwent Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Wieloletni dziennikarz portali i gazet lokalnych z terenu Podbeskidzia.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Najnowsze artykuły autora:

Może zainteresuje Cię również:

Susza już wywołała straty szacowane na ponad milia

- Sytuacja w związku z suszą jest dramatyczna, cały czas trw

Minister Ardanowski odpiera zarzuty opozycji. Przy

- Ostatnio pojawiły się informacje na temat nieprawidłowości

W najbliższym czasie możemy spodziewać się wzrostu

Według Rabobank pogłowie świń w Chinach spadło o 40% r/r. Po