kojs

kowalczyk

CenyRolnicze
17 września 2021, Piątek.
Kursy walut wg NBP: USD USD - 3.8882 EUR EUR - 4.5789 GBP GBP - 5.3633 DKK DKK - 0.6158
Archiwum


17.09.2021 13:23 DRÓB, cena tuszki hurt: 5,00-5,70 zł/kg, średnia: 5,28 zł/kg (na podstawie informacji z 12 ubojni)

17.09.2021 MATIF: pszenica GRU21-247,75 (-0,40%), kukurydza LIS21-218,00 (-0,46%), rzepak LIS21-600,75 (+0,42%) [euro/t]

16.09.2021 SPRZEDAM 1 KROWĘ, 650 kg, lubuskie, międzyrzecki, 66-320, tel.: 603 781 921

15.09.2021 SPRZEDAM 200 JAJ DZIENNIE, rozmiar: L, mazowieckie, siedlecki, 08-114, tel.: 667 763 667

15.09.2021 SPRZEDAM 400 JAJ, rozmiar: M, warm.-mazur., sępoleński, 11-210, tel.: 536 476 235

15.09.2021 SPRZEDAM 350 TUCZNIKÓW TYGODNIOWO, 125 kg, 58%, łódzkie, piotrkowski, 97-311, 609 554 794

14.09.2021 SPRZEDAM 3000 JAJ, rozmiar: M, wielkopolskie, gostyński, 63-830, tel.: 609 415 569

13.09.2021 SPRZEDAM 4 BYKI, mieszaniec, 350 kg, podlaskie, augustowski, 16-300, tel.: 666 489 712

13.09.2021 SPRZEDAM 150 TON PSZENŻYTA, transport firmowy, zachodniopomorskie, sławieński, 76-150, 501 519 439

13.09.2021 SPRZEDAM 150 TON PSZENICY PASZ., transport firmowy, zachodniopomorskie, sławieński, 76-150, 501 519 439

Dodaj komunikat

agrifirm

agrifirm

Rolnik jest coraz częściej tylko pracownikiem we własnym gospodarstwie

Paweł Hetnał
tucz nakładczy, tucz kontraktowy, gobarto

- Koncerny, które wchodzą na krajowy rynek, widzą tutaj przede wszystkim zysk. Zawirowania w polskiej hodowli trzody chlewnej częściowo ułatwiają tym podmiotom przejmowanie rynku. Przed laty rolnik zarabiał więcej, a konsument w sklepie płacił mniej. Była mniejsza różnica pomiędzy ceną kilograma żywca w skupie do kilograma wieprzowiny w sklepie. W tej chwili to wszystko się rozciągnęło i ta różnica jest dużo większa niż kilkanaście lat temu – mówi Janusz Terka, hodowca świń z powiatu piotrkowskiego, który nie pozostawia suchej nitki na mechanizmach związanych z tuczem nakładczym.

- Czy taka firma jak Gobarto jest potrzebna na polskim rynku i czy ona jest potrzebna rolnikom? Czy też może to rolnicy są potrzebni Gobarto, które bez nas by nie istniało? – pyta działacz rolniczy, Janusz Terka, który podjął polemikę z treścią wywiadu udzielonego naszej redakcji przez Piotra Karnasa, dyrektora ds. Rozwoju Trzody Chlewnej w Gobarto (kliknij aby przeczytać). 

Liczy się zysk, a nie rolnik

- To co ukazało się na waszym portalu, to była prezentacja tej firmy, jako podmiotu niezbędnego w polskiej trzodzie chlewnej. Były same superlatywy. Wszystko było przedstawione w różowych barwach, a rzeczywistość mocno różni się od tego co było zaprezentowane w wypowiedzi dyrektora z Gobarto. Rolnicy zajmowali się hodowlą trzody chlewnej na długo przed tym jak pojawiła się ta firma i radziliśmy sobie całkiem dobrze. Odkąd pojawiły się duże firmy, duże korporacje, to zaczęły się kłopoty rolników. Firma ma się rozwijać i ma zarabiać na rolnikach oraz konsumentach. Sam pan dyrektor wypowiadał się w kwestii tego co było w latach 90. Nie wiem skąd informacje, że w tych latach średnia wielkość gospodarstwa z trzodą chlewną to było 5 sztuk. Myślę, że to bardzo zaniżone i krzywdzące dla rolników i hodowców.

 

W latach 90. w Polsce dominowały cykle zamknięte i rolnik miał minimum jedną lochę, a prosiaków odchowywał przynajmniej 10. To trochę ukazywanie tamtejszych realiów w krzywym zwierciadle. Nie byliśmy tak słabi i tak rozdrobnieni jakby na to mogły wskazywać zaprezentowane dane. W latach 90. byliśmy znaczącym producentem wieprzowiny w Europie. W tej chwili polska wieprzowina jest w odwrocie. Jeśli takie firmy jak Gobarto mają tak zbawienny wpływ na to co się dzieje na krajowym rynku wieprzowiny, to dlaczego jest tak źle i pogłowie spada?

 

Koncerny, które wchodzą na krajowy rynek, widzą tutaj przede wszystkim zysk. Zawirowania w polskiej hodowli częściowo ułatwiają tym podmiotom przejmowanie rynku. Przed laty rolnik zarabiał więcej, a konsument w sklepie płacił mniej. Była mniejsza różnica pomiędzy ceną kilograma żywca w skupie do kilograma wieprzowiny w sklepie. W tej chwili to wszystko się rozciągnęło i ta różnica jest dużo większa niż kilkanaście lat temu. A Gobarto zajmuje się tematem kompleksowo, bo zleca hodowlę świnek, zajmuje się przerobem, skupem i handlem. Mają też od niedawna produkcję prosiąt. Jeśli chodzi o ten ich sztandarowy program Gobarto 500, to ja się dziwię, że jest on przedstawiany jako tak korzystny. Nie odbieram jednak tego jako faktyczne korzyści, ale jako formę reklamy.

 

Związane ręce na kilkanaście lat

 

Zacznijmy od początku. Rolnik decyduje się na wejście do programu i będzie miał budowany obiekt. Rozpoczyna się temat ochrony środowiska. Rolnik musi mieć przynajmniej hektarową działkę żeby wybudować obiekt. Zaraz się nasuwa pytanie: a co z gnojowicą? W tej chwili każdy z nas musi tę gnojowicę wywieźć na pola i musi mieć tę ziemię, albo musi mieć umowy z innymi rolnikami na zagospodarowanie gnojowicy. Rolnik z tym dużym problemem zostaje sam.

 

Już samo podpisanie umowy to związanie rąk rolnikowi. Mimo, że chlewnia jest budowana na jego działce, to rolnik nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Obiekt jest zaprojektowany przez firmę, którą wyznaczy Gobarto. Wszystko ma być wykonane w ściśle określonym schemacie. Druga rzecz to kredytowanie. Kredyt ma być wzięty w banku wskazanym przez firmę Gobarto. Wykonawca, to też firma wskazana przez Gobarto. Ta umowa mocno ogranicza prawa właścicielskie tego rolnika. Później rolnik jest już tylko pracownikiem we własnym gospodarstwie i nic więcej. Nie ma wpływu na to jakiej jakości przychodzi towar – pasza czy prosiak. Nie możemy tutaj mówić o normalnym rolnictwie, tylko o wykonywaniu usługi dla tej firmy. Dlatego jeżeli ktoś samodzielnie radzi sobie z hodowlą świń i nie ma kłopotów finansowych, to nie decyduje się na taki układ. Jeżeli ta oferta byłaby taka atrakcyjna, to rolnicy wchodziliby w nią masowo. Ja jestem z takiego regionu, a mowa po powiecie piotrkowskim, że jeżeli rolnicy nawet decydują się na wejście w ten układ, to nawet nie chcą na ten temat mówić.

 

Jeśli chodzi o te informację o wynagrodzeniu dla rolnika 10 tys. zł miesięcznie, to też można mieć duże obiekcje. W wypowiedzi nie ma jednak informacji ile rolnik musi obsługiwać tych zwierząt. To nie jest dochód rolników i to nie są pieniądze, które rolnik ma „na czysto”. Z tych 10 tys. zł rolnik musi popłacić podatki, pokryć koszty zużycia mediów, wykonać remonty budynków i wywieźć gnojowicę. Trzeba sobie po prostu w ramach tej kwoty pokryć wszystkie koszty związane z kosztami prowadzenia gospodarstwa. Jak odliczy się te wszystkie koszty, to wychodzi na to, że rolnik dostaje niewiele.

 

Czy minister zajmie się tuczem nakładczym?

 

Pada w wypowiedzi dyrektora Gobarto stwierdzenie, że w program wchodzi wielu młodych ludzi. Przede wszystkim ciężko jest teraz młodemu człowiekowi zacząć działalność rolniczą. Tutaj jest duża rola państwa i ministerstwa rolnictwa, żeby umożliwić im start. Za to dofinansowanie, które otrzymuje młody rolnik, to on nawet ciągnika dobrego nie kupi. To czym ma pracować? Być może dlatego wchodzą w takie programy, ale nie jest to na masową skalę. Młody człowiek chce spróbować tego chleba, ale często nie wie z jakimi kosztami realnie się to wiąże. Często też młody człowiek nie ma świadomości jak wygląda rolnictwo na wolnym rynku. Jeżeli państwo zaoferowałoby lepszą pomoc na start, to na pewno by młodzi ludzie z tego chętniej skorzystali.

 

Od dłuższego czasu naciskamy ministra rolnictwa aby przyjrzał się działalności takich podmiotów funkcjonujących na rynku trzody chlewnej w Polsce. Dosyć ciężko to idzie ze strony ministra rolnictwa. Obecny minister złożył jakieś deklaracje w temacie tuczu nakładczego i my będziemy się domagać od niego, żeby te deklaracje wcielił w życie. Nam chodzi o to, żeby tucz nakładczy funkcjonowała na przejrzystych zasadach. Nie można mówić rolnikowi, że masz tutaj 10 tys. zł i to są pieniądze tylko dla ciebie i twojej rodziny. Nie można tak robić.

 

Przeanalizowaliśmy sobie postępowanie ministerstwa rolnictwa względem firmy Gobarto. Ferma w Zalesiu, która ma dostarczać na rynek prosiaki, została wybudowana na trenie zakupionym w 2016 r. od skarbu państwa. Pozostaje pytanie, czy aby na pewno rolnicy nie byli zainteresowani zakupem tej ziemi? Czemu akurat Gobarto kupiło tę fermę? Dodam tylko, że jedna z instytucji państwowych miała prowadzić cały cykl szkoleń dla rolników, w którym w pewnym promowano firmę Gobarto. Po interwencji rolników i obecnego przewodniczącego komisji rolnictwa, te szkolenia się w zasadzie nie odbyły. Doszło tylko do kilku spotkań. Instytucja państwowa miała szkolić rolników i w pewnym sensie reklamować Gobarto.

 

Obecnie rolnicy w Wielkopolsce protestują mocno w sprawie rozszerzenia strefy ograniczeń w związku z wystąpieniem ASF w woj. lubuskim. Kością niezgody jest sposób rozszerzania tej strefy. Tam był taki przypadek, że jedna z ferm Gobarto została jakby wyłączona ze strefy. Na pytanie tamtejszych rolników, dlaczego tak to jest zrobione, weterynaria odpowiedziała, że trzeba chronić fermy. To też jest sygnał dla rolników. Jeżeli jesteś w strefie, a masz hodowlę, to ubiegaj się o to, że jeśli twoje gospodarstwo jest dobrze zabezpieczone, to żeby cię nie włączyli do strefy. Ja jednak nie słyszałem o tym, żeby to któremuś rolnikowi się udało.

 

Gospodarstwo sterowane centralnie

 

Jeszcze jedna myśl na zakończenie. Czy rolnik, który skorzystał z programu Gobarto 500 jest w stanie później poradzić sobie na wolnym rynku po 15 latach współpracy z tą firmą? Od początku umowy rolnik ma w pewnym sensie wykonywać polecenia firmy i wiele nie ma do powiedzenia. Takiemu rolnikowi po takim czasie będzie bardzo ciężko poradzić sobie w realiach wolnorynkowych. To nasuwa analogię z początku lat 90. Po dekadach komunizmu i sterowania z góry, gospodarka została uwolniona i miała bardzo duże kłopoty. Takie gospodarstwo też jest sterowane z góry i ma pracować wedle ściśle określonych zasad i nic więcej. Jeżeli rolnik chciałby wejść na wolny rynek, to będzie mu bardzo ciężko. Nie ma mowy tutaj o rozwoju, bo rolnik ma tylko przetrwać, a firma ma zarabiać. Jeżeli hodowla świń w takim układzie jest jedynym dochodem rolnika, to będzie miał on bardzo ciężko.

 

Liczę na to, że minister rolnictwa przeanalizuje obecny stan rzeczy. Jest duża presja, nie tylko ze strony Gobarto, ale wszystkich firm które oferują tucz nakładczy, bo chcą mocno wchodzić na rynek. Niech wchodzą, ale na jasnych i przejrzystych warunkach. Umowy tych podmiotów z rolnikami też budzą wątpliwości, co przecież było przedmiotem dochodzenia UOKiK. Tak naprawdę nie wiemy jak zakończyło się postępowanie i jakie są wnioski – kończy Janusz Terka.

 

 

 


Loading comments...
Wiadomość z kategorii:

Copyright © CenyRolnicze 2021. All rights reserved | Polityka prywatności i plików cookies | Regulamin serwisu