Dodaj ogłoszenie

CenyRolnicze
NOTOWANIA
25 września 2020, Piątek.
Kursy walut: USD USD - 3.9016 EUR EUR - 4.5477 GBP GBP - 4.9802 DKK DKK - 0.6108
Archiwum
24.09.2020 MATIF: pszenica kons. GRU20 - 192,25 (- 0,90%), kukurydza LIS20 - 172,00 (0,00%), rzepak LIS20 - 380,75 (- 1,42%) [euro/tona] +++ +++ +++ 23.09.2020 14:00 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 4,30 - 5,40 zł/kg, średnia: 4,78 zł/kg (na podstawie informacji z 12 ubojni) +++ +++ +++ +++

ASF – choroba, która dziesiątkuje pogłowie świń w Polsce

Redakcja
trzoda chlewna ceny-swin-tucznikow-portal-ceny-rolnicze-pl

Dla trzodziarzy w Polsce wakacje to czas, kiedy głównym tematem było rozprzestrzenianie się wirusa afrykańskiego pomoru świń, czyli ASF. Postanowiliśmy zebrać wszystkie najważniejsze informacje na temat tej choroby i pokazać, dlaczego, choć niegroźna dla ludzi, jest tak dużym zagrożeniem dla naszego kraju.

W internecie, branżowych pismach dla rolników, programach lokalnych telewizji (zwłaszcza na wschodzie kraju) można znaleźć wiele artykułów, publikacji i programów poświęconych temu tematowi, jednak trudno o jedno źródło, które wyczerpuje odpowiedzi na większość pytań, które można w związku z ASF zadać.

 

Co to jest ASF?
Należy wyjść od tego, że ASF jest chorobą wirusową o ostrym lub przewlekłym przebiegu, zakaźną i zaraźliwą, zwalczaną z urzędu. Charakteryzuje się ona silną wybroczynowością i pierwotnie występowała tylko w Afryce - na początku u dzikich świń, skąd przedostała się do krajów europejskich, w tym także do Polski. Na ASF chorują świnie i dziki. Na początku objawia się gorączką występującą przez kilka dni. Później dochodzi sinica, wybroczyny, pieniste wypływy. Może być też porażenie zadu, biegunka, wymioty. Jest to choroba w 80-100% śmiertelna, nieuleczalna, nie ma też na nią szczepionek.

ASF nie jest niebezpieczny dla ludzi, jednak człowiek może być pośrednim nosicielem choroby, a więc może przenosić wirus z zarażonego stada do zdrowego, stąd wymogi przestrzegania zasad bioasekuracji.

Pierwszym zarejestrowanym w naszym kraju przypadkiem był dzik z województwa podlaskiego, u którego w lutym 2014 roku stwierdzono ASF. Rolnicy uważają, że już trzy lata wcześniej w Polsce było wiadomo, że na Białorusi (w okolicach Mińska) występuje afrykański pomór świń i przenosi się o 200 km w stronę zachodniej granicy tego kraju z każdym kolejnym rokiem. Twierdzą też, że wojewoda podlaski, mając informację o zbliżającym się z Białorusi zagrożeniu, nie zrobił nic. Niektórzy wychodzą z założenia, że najlepszym wyjściem było postawienie ogrodzenia wzdłuż wschodniej granicy – zwłaszcza na obszarze sąsiadującym z Białorusią, aby chore dziki nie przechodziły do Polski i nie przenosiły choroby. Na pewno niezbędne jest przestrzeganie zasad bioasekuracji i niedopuszczanie do jakichkolwiek ustępstw w tej kwestii. Odkażane muszą być wszystkie pojazdy i osoby wjeżdżające na fermę. Weterynarz może odwiedzać gospodarstwo po określonym czasie, jaki musi upłynąć od wizyty na innej fermie. Maty wydają się oczywistością, z którą nawet nikt nie próbuje dyskutować. Zwierzęta nie mogą mieć styczności z nikim i niczym, co mogłoby przenosić chorobę.

Na początku ASF stwierdzano w powiatach graniczących z Białorusią: białostockim, sokólskim, siemiatyckim, hajnowskim, a później strefa występowania wirusa sukcesywnie się rozszerzała.

 

Skutki dla gospodarki
Rolnicy zarzucają władzom, że od 2014 roku nie robiono przez długi czas zupełnie nic, aby ochronić branżę trzodziarską przed rozprzestrzenianiem się wirusa. Warto wspomnieć, że im mniejsze pogłowie świń, tym mniejsze zapotrzebowanie na paszę i zboża, a więc problem nie dotyczy wyłącznie producentów świń, ale też zbóż, pasz i firm obsługujących gospodarstwa, w których chowana jest trzoda chlewna, a więc jest to problem znacznej części krajowej gospodarki.

Mniejsze pogłowie, zwłaszcza na wschodzie kraju, to także mniejsze zapotrzebowanie na pracę. W regionie gdzie każde miejsce pracy jest na wagę złota, zamknięcie jednej dużej fermy lub wygaszenie stada skutkuje wzrostem bezrobocia i ubożeniem mieszkańców.

Mniejsze pogłowie to jednak przede wszystkim zawirowanie na rynku mięsa. Ubojnie nie chcą skupować świń ze strefy zagrożonej, rolnikom zwierzęta przerastają, do obiegu trafia mniejsza ilość mięsa, a dziurę trzeba załatać, co wiąże się z potrzebą importowania wieprzowiny zza granicy. Polskie gospodarstwa nie mogą też wywozić zwierząt do innych krajów, Rosja utrzymała embargo. Ceny świń wzrosły w ostatnim czasie zdecydowanie, jednak w województwie podlaskim, części mazowieckiego i lubelskiego rolnicy z podwyżek nie skorzystają, ponieważ nikt nie chce kupić ich zwierząt, więc po dwóch latach produkcji po cenach na granicy opłacalności, znaleźli się w jeszcze gorszej sytuacji.

Właściciele mówią wprost, że zaniedbania systemowe trzeba będzie nadrabiać kilka lat. Teraz na podejmowanie decyzji jest już za późno. Odstrzał dzików powinien być nakazany, wg rolników, co najmniej kilka miesięcy temu, a nawet po wystąpieniu pierwszych przypadków ASF u dzików w Polsce.

 

Rola myśliwych
Wydaje się że Polska jest krajem, w którym rządzący za wszelką cenę próbują skłócić ze sobą wybrane grupy społeczne, aby skierować uwagę mieszkańców na zupełnie inny problem niż ten najważniejszy. W tym przypadku wybranymi grupami są myśliwi i rolnicy. Jedni na drugich narzekają, a tak naprawdę potrzebne są odgórne decyzje i pieniądze na walkę z wirusem. Gdyby nie było polowań, populacja dzików byłaby nieporównywalnie większa niż teraz. Myśliwi twierdzą, że w okręgu białostockim populacja dzików wynosi mniej niż pół dzika na kilometr kwadratowy. Obecnie jest problem z odstrzałem dzików, ponieważ na polach pracują rolnicy, kukurydza uniemożliwia zlokalizowanie zwierząt, a w lasach jest wielu grzybiarzy. Myśliwi tłumaczą ponadto, że dzik jest zwierzęciem stadnym i dlatego zdarza się, że sieją one spustoszenie w uprawach u jednego lub kilku rolników, choć statystycznie populacja jest zgodna z wytycznymi. Myśliwi tłumaczą, że nie są w stanie odstrzelić dzików tak, aby żyły one pojedynczo na danym obszarze.

Rolnicy z kolei mówią, że nie interesuje ich statystyka, ponieważ mają problem z dzikami, co na wschodzie wiąże się z ASF. Ponadto zarzucają leśnikom i myśliwym, że liczenie populacji jest nierzetelne i robione bez większego zaangażowania.

Rolnictwo w Polsce, choć jest jedną z głównych gałęzi napędzających gospodarkę, jest spychane na margines w ogólnopolskich mediach. O problemie w branży trzodziarskiej mówi się niewiele. Zwykły Kowalski nie jest świadomy, że chore dziki w białostockich lasach mogą mieć wpływ na cenę schabu w zachodniej Polsce. Większą uwagę dziennikarze poświęcają sytuacji w stadninie koni w Janowie, choć dla kraju ma ona wyłącznie znaczenie prestiżowe, ale nie wpływa na codzienne życie Polaków. Kiedy transport świń uśpionych ze względu za zakażenie ASF przejechał przez pół Polski w celu utylizacji, nikt nie zastanawiał się, jakie skutki mogłoby mieć przeniesienie wirusa na Kujawy czy do Wielkopolski, skąd pochodzi większość polskiej wieprzowiny.

Rolnicy czują się pomijani oraz lekceważeni i nie ma się co dziwić, skoro ich sytuację zauważa się jedynie porównując składki odprowadzane do ZUS-u i KRUS-u. Afrykański pomór świń nie jest groźny bezpośrednio dla ludzi. Nie można się nim zarazić, nie można na niego zachorować, ale konsekwencje, jakie może ponieść każde gospodarstwo domowe, kiedy choroba rozprzestrzeni się na większą niż do tej pory część kraju, będą odczuwalne. Minister Środowiska podjął decyzję, że należy zmniejszyć populację dzików w całej Polsce, a nie tylko na wschód od Wisły. Pozostaje jednak otwartym pytanie, dlaczego dopiero teraz, skoro ASF u dzików występuje od lutego 2014 roku, a obecna premier Beata Szydło swój rząd stworzyła w listopadzie 2015 roku. Jest już wrzesień 2016, a więc aktualna władza z tą ważną decyzją spóźniła się o niemal 10 miesięcy. I nie ma już sensu zarzucać niczego poprzednikom, którzy także zaspali. Dziś rządzący i opozycja powinni przyznać się wprost, że zareagowali za późno. Gdyby rozwiązania systemowe przyszły w porę, uniknęlibyśmy tego, co stało się podczas tegorocznych wakacji w wielu gospodarstwach na wschodzie.

 

Źródło: redakcja portalu CenyRolnicze.pl