Niemcy nie wiedzą, gdzie sprzedawać świnie. Ubój jest utrudniony przez pandemię.

Martyna Frątczak

Wielu niemieckich rolników zajmujących się tuczem świń nie wie obecnie, co zrobić ze zwierzętami. Epidemie koronawirusa wystąpiły już w kilku dużych ubojniach w kraju. W efekcie ich działanie zostało kompletnie sparaliżowane.

 

O wystąpieniu epidemii COVID-19 wśród pracowników jednej z Niemieckich rzeźni pisaliśmy niedawno: Koronawirus u ponad 1000 pracowników ubojni. Nie jest to odosobniony przypadek.

Jedna z największych niemieckich rzeźni - Tönnis w Rheda-Wiedenbrück jest już zamknięta od dwóch tygodni.

Ma to ogromny wpływ na niemieckich hodowców trzody chlewnej, ponieważ w tym miejscu ubijane jest co najmniej 12 do 14% świń w normalnym trybie pracy zakładu.

Co tydzień w zakładzie tym w pomieszczeniu przedubojowym gromadzonych było do 100 000 świń.

Nawet działające w czasie pandemii rzeźnie nie mogą pracować na pełnych obrotach i dokonywać uboju takiej samej liczby zwierząt, co normalnie. Wszystkiemu winne są ograniczenia związane z koronawirusem.

Na wczorajszej aukcji ISN (małej giełdy w Niemczech) zaoferowano 3535 świń w 20 partiach – jednak zwierzęta nie znalazły nabywców. Niewielkie obecnie możliwości uboju w rzeźniach wywierają ogromną presję.

A póki co ani władze, ani firma Tönnies nie wiedzą jak będzie wyglądać najbliższa przyszłość ubojni i kiedy zostanie wznowiona w niej praca.

 

Na podstawie:

Agrarheute

Martyna Frątczak
Autor: Martyna Frątczak
Martyna Frątczak, studentka Weterynarii, zainteresowana szeregiem zagadnień związanych z medycyną zwierząt, ekologią i epidemiologią. Pasjonatka literatury pięknej i popularnonaukowej. W przyszłości chciałaby połączyć pracę lekarza weterynarii z prowadzeniem badań naukowych.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Najnowsze artykuły autora: