Dodaj ogłoszenie

CenyRolnicze
NOTOWANIA
18 października 2019, Piątek.
Kursy walut: USD USD - 3,8503 EUR EUR - 4,2844 GBP GBP - 4,9671 DKK DKK - 0,5735
Archiwum
18.10.2019 MATIF: pszenica kons. GRU19 - 181,25 (+ 0,14%), kukurydza LIS19 - 165,75 (+ 0,45%), rzepak LIS19 - 377,75 (- 0,66%) [euro/tona] +++ +++ +++ 18.10.2019 12:21 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 4,20 - 5,00 zł/kg, średnia: 4,50 zł/kg (na podstawie informacji z 15 ubojni) +++ +++ +++

Pięćdziesięciu hodowców drobiu oszukano na 17 mln zł

Upadający zakład w Węgrowie, Indyk Mazowsze, który zajmował się ubojem i przetwórstwem drobiu, może pociągnąć za sobą na dno kilkudziesięciu hodowców, którym spółka zalega z zapłatą ok. 17 mln zł. Być może sytuacja tych ludzi nie byłaby tak fatalna, gdyby firma nie została w pewnym momencie uwierzytelniona przez zarządcę wytypowanego Prokuraturę Krajową. - Ludzie są oszukiwani w sposób chyba najbrzydszy, ponieważ podpierając się autorytetem państwa, autorytetem prokuratury oszukano nas wszystkich – ok. 50 hodowców drobiu – na dokładnie ok. 17 mln zł – mówi jeden z poszkodowanych.

 

Podczas sejmowej komisji rolnictwa, która odbyła się 29 sierpnia br., członek Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych, Jerzy Łukaszuk, poinformował o dramatycznej sytuacji kilkudziesięciu hodowców drobiu z Mazowsza, którym grozi bankructwo. - Przyjechaliśmy tutaj, żeby przedstawić sytuację i poinformować, że w dobie XXI wieku zdarzają się jeszcze sytuacje, iż ludzie są oszukiwani w sposób chyba najbrzydszy, ponieważ podpierając się autorytetem państwa, autorytetem prokuratury oszukano nas wszystkich – ok. 50 hodowców drobiu – na dokładnie ok. 17 mln zł – mówił Jerzy Łukaszuk. Działacz wyjaśnił, że chodzi o ubojnię drobiu, która powstała w województwie mazowieckim, w Węgrowie. - Bardzo ładna ubojnia, na pewno panowie ministrowie otwierali – wtrącił Łukaszuk. Jak mówił poszkodowany, jeden z ostatnich właścicieli był na tyle niewiarygodny, że rolnicy przestali oddawać żywiec do tego zakładu. Wcześniej ostrzegano hodowców, że prokuratura kontroluje ten zakład. - W pewnym momencie pojawiła się pewna pani. Przedstawiła się jako zarządca przymusowy tego zakładu i powiedziała, że zakład jest już prowadzony prawidłowo przez zarządcę nadzorowanego przez polską prokuraturę. Uwiarygodniła nas tym – zaczęliśmy wszyscy oddawać i byliśmy bardzo zadowoleni, że jest nowy zakład, który kupi od nas żywiec. Trwało to około pół roku – to było w 2018 r. Na początku roku 2019 dostaliśmy sygnały od hodowców, że zakład przestaje płacić. W związku z tym hodowcy wystosowali pismo do zakładu, że wstrzymują dostawy, ponieważ nie zostały zapłacone zaległe faktury. Hodowcy wybrali się do zarządcy przymusowego i ta pani bardzo chętnie spotykała się z nami, rozmawiała z hodowcami i mówiła, że są przejściowe problemy, ale problemy zostaną naprawione i można kontynuować współpracę. Zaproponowaliśmy układ, że niech wpłaci część pieniędzy – 50%, różne cyfry padały – to zaczniemy kontynuować dostawy. Niestety, hodowcy stwierdzili, że ani złotówka nie wpłynęła na ich konta. Wtedy wybraliśmy się z informacją całą grupą, delegacją, do Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Mieliśmy napisane, że tę panią postawiła Prokuratura Regionalna. Oczywiście dziękujemy za przyjęcie, za wysłuchanie nas, ale to była wiosna tego roku. Nasze płatności nadal są nieuregulowane, mamy upomnienia. Jeszcze nie słyszałem, żeby przyjeżdżali komornicy, ale dziś na przykład mam już trzy SMS-y: Proszę zapłacić za paszę, itd. Wszyscy hodowcy mają podobną sytuację – relacjonował Łukaszuk. Podkreślał, że w skrajnych przypadkach mowa jest o kwotach rzędu nawet 2 mln niezapłaconych faktur na osobę.

 

Przedstawiciel hodowców podkreślał, że za żywiec wystawiono faktury i zapłacono należne podatki do skarbu państwa. Hodowcy nie uzyskali ani zwrotu za podatki, ani za żywiec.- Przyjechaliśmy tutaj, do Sejmu polskiego, z informacją i z prośbą o wysłuchanie.  Nie przyjechaliśmy nawet po pieniądze, tylko przyjechaliśmy powiedzieć, że nam – hodowcom – dzieje się krzywda. Pomimo że hodujemy duże ilości, słyszymy, iż sprzedaje się to na eksport, a więc na pewno sprawa jest opłacalna. My tylko hodujemy, skarmiamy zbożem, soją, dużą ilością paszy i myślę, że po części napędzamy gospodarkę. (...) Miałem głos, żeby nie jechać, bo to może się na nas odbije, że jutro będą jakieś kontrole u mnie, czy u innych hodowców. Jesteśmy delegacją wszystkich hodowców, których listę mam przed sobą – jest nas ok. 50 – mówił Łukaszuk.

 

W sprawie wypowiedział się przedstawiciel Prokuratury Krajowej, Janusz Grzyb. Jak poinformował, Prokuratura prowadzi działania ws. tzw. mafii paliwowej. W ramach śledztwa ustalono, iż skarb państwa mógł stracić blisko 60 mln zł. Ujawniono, iż podejrzani Leszek P. i Jacek Ż. środki uzyskane z nielegalnej działalności inwestowali w nieruchomości, luksusowe pojazdy, jak również właśnie w zakup przedsiębiorstwa Indyk Mazowsze Sp. z o.o. W postanowieniu z dnia 12 stycznia 2018 r. i z dnia 17 stycznia 2018 r. dokonano zabezpieczenia majątkowego na mieniu wyżej wymienianych podejrzanych poprzez zajęcie przedsiębiorstwa Indyk Mazowsze Sp. z o.o. i ustanowienie przymusowego zarządu. Jak przekonuje urzędnik państwowy, konieczność ustanowienia zarządcy przymusowego wynikała z obiektywnych przesłanek, albowiem z informacji uzyskanych w toku śledztwa wynikało, że ówczesny zarząd spółki może podejmować działania destabilizujące sytuację w spółce, co groziło jej upadłością już wtedy i utratą pracy dla ponad 100 pracowników zatrudnionych w tej spółce, a także pokrzywdzeniem wierzycieli. Ustanowienie zarządcy przez prokuraturę w owym czasie pozwoliło nie tylko na prawidłowe wykonanie postanowienia o zabezpieczeniu majątkowym, ale również pozwoliło przetrwać spółce, która już wówczas borykała się z ogromnym zadłużeniem. Wtedy to zadłużenie, z tych informacji, które przedstawił urzędnik, przekraczało już 33 mln zł. Jak uważa Janusz Grzyb, dzięki staraniom zarządcy udało się podpisać kolejne kontrakty i uzdrowić na tyle, na ile się udało tę sytuację spółki oraz utrzymać zatrudnienie. Na początku 2019 r. prokuratura została poinformowana o pojawiających się kłopotach w spłacie należności niektórym kontrahentom. Prokurator prowadzący śledztwo wskazał wówczas zarządcy na konieczność podjęcia próby zawarcia porozumienia z dostawcami i wypracowania kompromisu, po czym zorganizował spotkanie – to było pod koniec marca 2019 r. Przedstawiciele prokuratury rozumiejąc sytuację hodowców i po wysłuchaniu racji obu stron uczestniczących w spotkaniu zaapelowali o polubowne zakończenie sporu. Ponadto wskazano zarządcy, żeby rozważyła zasadność – oczywiście przy zgodzie dłużników – rozłożenia płatności na raty tak, aby dług był sukcesywnie spłacany.

 

- Podkreślić należy, iż prokuratura nie może nakazać zarządcy czy zarządowi, jeśli jest ustanowiony w spółce, dokonanie określonych czynności w ramach prowadzenia spraw spółki. W szczególności nie może nakazać spłaty jednych wierzycieli z pominięciem innych. Prokuratura została poinformowana o tym, że przyczyną zatorów płatniczych jest niewywiązywanie się jednego z kontrahentów spółki z umowy, zaleganie jej z płatnościami za faktury oraz spiętrzenie się niekorzystnych warunków ekonomicznych. Ponadto na sytuację spółki również miało wpływ zaprzestanie dostaw surowca, w tym od osób, którym były regularnie spłacane należności. Po spotkaniu prokurator prowadzący śledztwo zasugerował zarządcy potrzebę poszukiwania możliwości podjęcia współpracy z innymi kontrahentami, aby uzyskać środki na spłatę wierzycieli. Należy podkreślić, że w sytuacji, kiedy wierzyciele spółki wystąpili do sądu i uzyskali nakazy zapłaty, a komornik zajął konta spółki, do czego oczywiście mieli prawo, sytuacja spółki uległa pogorszeniu. Spółka nie miała bowiem jak regulować należności chociaż częściowych, nie tylko tej grupie osób, które złożyły pozwy o zapłatę, ale również pozostałym kontrahentom oraz pracownikom. Postawiło to spółkę w bardzo trudnej sytuacji. – mówił w czasie posiedzenia komisji przedstawiciel Prokuratury Krajowej. Dodał, iż prokurator nie może też w żaden sposób dokapitalizować spółki, albowiem skarb państwa nie jest jej inwestorem ani właścicielem. Przekonywał, że Prokuratura, mając wiedzę o aktualnej sytuacji spółki Indyk Mazowsze, gotowa jest rozważyć wszelkie propozycje jej naprawy, aby wypracować kompromis, który pozwoli na zabezpieczenie interesów postępowania karnego, jak i wierzycieli.

 

 Prokurator zgodnie z obowiązującymi przepisami nie jest przełożonym zarządcy przymusowego. Zarządca odpowiada za majątek spółki na takich zasadach jakie określa Kodeks spółek handlowych dla zarządu spółki. - Oczywiście, w razie uzyskania informacji o działaniach zarządcy, które mogą uzasadniać podejrzenie, że wyczerpują znamiona przestępstwa, właściwą drogą jest złożenie zawiadomienia o przestępstwie celem przeprowadzenia postępowania przygotowawczego. Takie informacje, jeżeli do nas będą docierały, spowodują oczywiście, że będziemy podejmowali odpowiednie działania - zapewniał Janusz Grzyb.

 

- Ludziom nerwy nie wytrzymują. Dobrze, że jeszcze się nie wieszają i nie robią innych głupstw. Ale naprawdę sytuacja niektórych przerasta, bo to są milionowe sprawy. Znam hodowcę, który wstawił pierwszy rzut indyka i akurat jego trafiło, że ta pani nie zapłaciła mu 1 mln zł. Prosiłem, niech zapłaci 30%, 50%, ile jest w stanie – zero, do dzisiaj. Przede mną siedzi tu jego tata, bo on nie był w stanie przyjechać. Takie są sytuacje. Ale jesteśmy otwarci i naprawdę chcielibyśmy, żeby ten zakład funkcjonował i szukamy. Tylko nie znam takiego prawa, żeby wspólnie wypracować jakiś system, żeby ten zakład zdobył pełny obrót i wtedy będzie na pewno przynosił zyski – przekonuje Jerzy Łukaszuk.

Paweł Hetnał
Autor: Paweł Hetnał
Paweł Hetnał – absolwent Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Wieloletni dziennikarz portali i gazet lokalnych z terenu Podbeskidzia.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Najnowsze artykuły autora: