Dodaj ogłoszenie

CenyRolnicze
NOTOWANIA
22 lutego 2019, Piątek.
Kursy walut: USD USD - 3,8242 EUR EUR - 4,3387 GBP GBP - 4,9787 DKK DKK - 0,5815
Archiwum
22.02.2019 13.15 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 5,30-6,00 zł/kg, średnia: 5,64 zł/kg (na podstawie informacji z 14 ubojni) +++ +++ +++ +++ 21.02.2019 MATIF: pszenica kons. MAR19 - 195,00 (+ 1,17%), kukurydza MAR19 - 173,50 (- 0,29%), rzepak MAJ19 - 361,75 (+ 0,49%) [euro/tona] +++ +++ +++

Rolnik chciał wybudować nową chlewnię. Na wsi jest traktowany jak trędowaty

Pan Grzegorz, rolnik z woj. świętokrzyskiego, chciał rozwijać swoje gospodarstwo poprzez budowę nowej chlewni pod produkcję tuczników. Początkowo postępowanie administracyjne dotyczące tej sprawy toczyło się po myśli rolnika z Korczyna. Problemy zaczęły się, gdy do głosu doszli okoliczni mieszkańcy, którzy obawiali się uciążliwości zapachowych i ostatecznie przyczynili się do zablokowania tego przedsięwzięcia. - Ja z moim sąsiadem jesteśmy traktowani jak trędowaci na wsi. Jak są żniwa, to wszyscy grillują albo jadą nad morze i patrzą na nas jak na wariatów. My nie mamy wakacji, zwierzętami trzeba się zajmować całą dobę. Inni natomiast wezmą dopłaty, mają po dwa byczki i tak to rolnictwo u nas wygląda – mówi rozgoryczony hodowca.

 

Pan Grzegorz z Korczyna w woj. świętokrzyskim w 2017 r. postanowił rozbudować infrastrukturę na swoim gospodarstwie. Podjął decyzję o budowie chlewni, tuczarni bezściółkowej, o obsadzie maksymalnej 84 djp wraz z niezbędną infrastrukturą. Obecnie pan Grzegorz prowadzi chów tuczników w ilości 56 djp. Zamierzał swoją produkcję zwiększyć z 400 do ok. 800-1000 sztuk swiń.

 

Niekonsekwentne decyzje urzędników
 

Zakres planowanego przedsięwzięcia obejmuje budowę chlewni o powierzchni 561 mkw, silosu paszowego i bezodpływowego zbiornika na gnojowicę o pojemności ok. 600 m sześc. zlokalizowanego pod budynkiem chlewni. Pod koniec 2017 roku rozpoczął się proces administracyjny. W grudniu tegoż roku rolnik otrzymał decyzję wójta gminy Strawczyn o potwierdzeniu zgodności planowanej inwestycji z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. 22 stycznia 2018 r. do pana Grzegorza dotarła decyzja Urzędu Gminy, iż w przypadku tego przedsięwzięcia nie jest konieczne przeprowadzenie oceny oddziaływania na środowisko, choć opinia kieleckiego sanepidu wskazywała na taką konieczność. Niespełna miesiąc później wójt zmienił zdanie i okazało się, że taki dokument należy sporządzić. Swoją decyzję uzasadniał możliwym niekorzystnym wpływem na środowisko i konfliktami społecznymi. Pan Grzegorz zlecił sporządzenie odpowiedniej dokumentacji i wyczekiwał na decyzję urzędników. Zapadła ona dopiero 22 listopada 2018 r. Gmina odmówiła rolnikowi z Korczyna ustalenia środowiskowych uwarunkowań dla tego przedsięwzięcia. Pan Grzegorz zwrócił się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Kielcach.

 

Ostry sprzeciw społeczny

 

SKO utrzymało w mocy zaskarżoną decyzję, a stosowne pismo w tej sprawie powstało 14 stycznia br. Z akt sprawy wynika, że realizacja planowanej inwestycji napotkała szeroki i ostry sprzeciw mieszkańców. W trakcie prowadzonego postępowania organu, wnoszono liczne uwagi i protesty społeczne względem inwestycji, wskazując na jej nadmierną uciążliwość dla społeczeństwa i sąsiedztwa. W licznych protestach podnoszono argument spotęgowania uciążliwości zapachowych czy obniżenia wartości nieruchomości. Wójt gminy Strawczyn uznał, iż zachodzą przesłanki odmowy wydania decyzji środowiskowej. Ponadto wg administracji inwestor nie podjął działań w celu uniknięcia niebezpieczeństwa otwartego konfliktu społecznego. Wójt powołuje się w odmownej decyzji na zasadę przezorności, która mówi, iż wszelkie prawdopodobieństwa wystąpienia negatywnych skutków należy traktować tak jak pewność ich wystąpienia. Skutki inwestycji wg włodarza gminy są „niepewne, niejasne, wątpliwe lub ryzykowne”.

 

Ponadto w decyzji wskazuje się na niewyjaśnioną w raporcie kwestię gospodarki gnojowicą i związanymi z nią odorami. Wskazuje się również na brak korzyści z realizowanej inwestycji dla lokalnej społeczności, bowiem chlewnie jako budynki inwentarskie nie są objęte podatkiem od nieruchomości. Podnosi się też argument, że po rozbudowie chlewni powstała gnojowica powinna być zagospodarowana na powierzchni 35 ha pola. Inwestor jest posiadaczem tylko siedmiu hektarów. Co ciekawe, tym razem stwierdzono brak zgodności planowanej inwestycji z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Wg gminy część inwestycji miałaby zostać przeprowadzona na powierzchni przeznaczonej pod zalesienie. Pan Grzegorz zamierza odwołać się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

 

Gmina jest wiejska, to nie miasto

 

- Najpierw było wszystko w porządku. Teraz okazuje się, że nie mogę budować na działce, chociaż gmina wcześniej uznała, że mogę to zrobić. Mam wszystkie dokumenty i coś tu jest nie tak. Szukam jakiegoś prawnika, bo gmina wydała decyzję, że można budować, a SKO twierdzi, że nie można budować. Złożyłem w ARiMR wnioski na dofinansowanie tej inwestycji. Straciłem dotację na pół miliona zł. To już bezpowrotnie przepadło. Nie mam decyzji środowiskowej i to się wałkuje od października 2017 r. Początkowo mówiono mi, że inwestycja może być przeprowadzona na kartę środowiskową. Później wójt cofnął tę decyzję i zażądano ode mnie raportu środowiskowego. Zrobiłem go i kupę kasy wpierniczyłem w ten dokument. Później poszły jakieś sprzeciwy, wybory w listopadzie. Decyzja miała zapaść po wyborach i zapadła. Odwołałem się do SKO, ale podtrzymano tam negatywną dla mnie decyzję - mówi w rozmowie z naszym portalem rolnik z Korczyna.

 

W jego opinii decydujące znaczenie miał sprzeciw okolicznych mieszkańców. - Najbliższe, zamieszkałe sąsiedztwo to ok. 300 metrów od mojego gospodarstwa. Mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie hodowca bydła, ale on nie ma problemu z moja inwestycją. To od strony wschodniej. Część południowa natomiast to las, a część zachodnia to moja druga działka. Część północna to droga, a za drogą są kolejne moje działki. Ci którzy najgłośniej sprzeciwiają się inwestycji mieszkają około kilometr od mojego gospodarstwa – wyjaśnia nasz rozmówca, któremu strona administracyjna zarzucała również brak podejmowania dialogu społecznego w sprawie planowanej inwestycji. - Byli tutaj u mnie i to dwa razy. Tłumaczyłem, że inwestycja nie wywoła większych niedogodności, bo to będzie nowa chlewnia. Nie mieli większych argumentów, „nie bo nie i koniec”. Dziwi mnie to, bo to nie są ludzie sprowadzeni z miasta, ale mieszkańcy wsi od pokoleń. To mieszkańcy łącznie czterech domów nakręcają tę spiralę. Nie planuję przecież inwestycji na kilkanaście tysięcy sztuk. Chcę zbudować chlewnię na 600 sztuk i chce produkować na rynek lokalny. Mam około 400 tuczników. Kupuję warchlaka i sprzedaję później lokalnemu odbiorcy. To mała ubojnia, która bije 300-400 świń. To produkty, które później trafiają na rynek lokalny. Myślę, że ci którzy najgłośniej protestują jedzą właśnie wędliny z moich świń. Nie wiem z czego to wynika, czy to jakaś zazdrość? Gmina jest wiejska, to nie jest miasto – przypomina pan Grzegorz, dodając, że rolnik utrzymujący hodowlę zwierząt jest coraz mniej akceptowany na wsi. - Ja z moim sąsiadem jesteśmy traktowani jak trędowaci na wsi. Jak są żniwa, to wszyscy grillują albo jadą nad morze i patrzą na nas jak na wariatów. My nie mamy wakacji, zwierzętami trzeba się zajmować całą dobę. Inni natomiast wezmą dopłaty, mają po dwa byczki i tak to rolnictwo u nas wygląda – dzieli się swoją refleksją gospodarz z woj. świętokrzyskiego.

 
Nie brakuje chętnych na gnojowicę

 

Jednym z głównych argumentów przeciwko wydaniu pozwoleń środowiskowych była kwestia zagospodarowania gnojowicy. Wg wyliczeń urzędników, przy planowanej rozbudowie gospodarstwa, do zagospodarowania gnojowicy pan Grzegorz potrzebowałby 35 ha pola, podczas gdy posiada 7 ha. - Gnojowicę wywożę w pole i staram się jak najszybciej to przyorać. Nie będę kupował nawozu sztucznego, skoro mam naturalny. Mam ponadto podpisane umowy na gnojowicę i inni rolnicy odbierają ją ode mnie. Mają więcej pola, mają krowy i zabierają sobie to pod kukurydzę. Także tę sprawę mam załatwioną. Oddaje ten nawóz za darmo – wyjaśnia mieszkaniec Korczyna.

 

Pan Grzegorz nie ukrywa, że wobec aktualnej sytuacji na rynku trzody chlewnej podejmowanie dalszych działań inwestycyjnych to spore ryzyko. - Zajmuje się tym już 10 lat. Zaczynało się od 50 sztuk. Później było 80, następnie urosło do 200 sztuk. Międzyczasie miałem bydło, ale zrezygnowałem. Później w całości wszedłem w tucznik. Obecnie w chlewni mam 400 tuczników. Prosiaki sprowadzam z Danii. Miałem zamiar podjąć współpracę z lokalnym hodowcą prosiąt, ale ma taki sam problem jak ja. Ma 300-400 macior, ale jego chlewnia się spaliła. Idzie moimi śladami. Też robi raport. Mógłbym przecież od niego odbierać prosiaki, bo gatunek ma bardzo dobry. Niestety on też ma problem z uzgodnieniami środowiskowymi. Mam jeszcze 7 ha pola i mam zboże na potrzeby hodowlane. Zboże dokupuje u lokalnych rolników. Jednak po tym co się wydarzyło, to nie wiem jeszcze czy zostanę przy tym co mam, czy zlikwiduję hodowlę – zakończył rolnik z Korczyna.

 

Paweł Hetnał
Autor: Paweł Hetnał
Paweł Hetnał – absolwent Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Wieloletni dziennikarz portali i gazet lokalnych z terenu Podbeskidzia.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Najnowsze artykuły autora:

Może zainteresuje Cię również:

Coraz większe utrudnienia dla obiektów powyżej 210

- Brak planów miejscowych w większości polski gmin został wy

Niewielkie podwyżki cen żywca w żaden sposób nie p

Z najnowszej kalkulacji opracowanej przez Stowarzyszenie Pol

Na wsi jest coraz mniej przestrzeni dla rolnika

Każdy rolnik, który chciałby rozwijać swoje gospodarstwo, np