Dodaj ogłoszenie

CenyRolnicze
NOTOWANIA
19 kwietnia 2019, Piątek.
Kursy walut: USD USD - 3,8051 EUR EUR - 4,2802 GBP GBP - 4,9479 DKK DKK - 0,5733
Archiwum
18.04.2019 MATIF: pszenica kons. MAJ19 - 183,50 (- 0,81%), kukurydza CZE19 - 165,50 (0,00%), rzepak MAJ19 - 363,50 (+ 0,55%) [euro/tona] +++ +++ +++ 17.04.2019 13.08 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 5,10- 5,90 zł/kg, średnia: 5,43 zł/kg (na podstawie informacji z 16 ubojni) +++

System rodzi patologię - czyli co rolnik ma zrobić z bydłem urazowym?

Jak stwierdza Krzysztof Tołwiński, obecnie panujący system sprzyja patologiom jakie obserwowaliśmy w ubojni bydła w Ostrowi Mazowieckiej, a wyłuszczone zostały przez stację TVN. W jego opinii w Polsce może dochodzić do uboju ok. 300 tys. urazowego bydła rocznie. To ogromny biznes, który ulokował się w szarej strefie. Tołwiński pyta, co rolnik ma zrobić z krową ze złamaną kończyną, której mięso jest w pełnowartościowe? Pozostaje jedynie telefon do handlarza i sprzedaż zwierzęcia po kosztach, ponieważ w Polsce nie funkcjonuje mechanizm uboju sanitarnego, który zapewniłby uczciwe reguły gry w tym zakresie. 

 

- W tle tej całej afery kryje się oczywiście zły rolnik, zły stosunek rolników do hodowanych zwierząt (…) W Polsce mamy ok. 6 mln sztuk bydła. Dwa miliony to krowy, a reszta to bydło opasowe, z którego mięso w 80-90 proc. jest eksportowane. To duże wpływy z podatków dla państwa. W tej dwumilionowej populacji krów różne rzeczy się zdarzają. Są komplikacje przy porodach czy urazy mechaniczne. Przy bydle opasowym zwierze jedno na drugie wskoczy, pogoni siebie i złamie nogę. Tu nie ma ortopedy, nie ma rentgena. W tym wypadku to zwierzę już na pewno nie da rady wstać i to zwierzę jest urazowe i coś z nim trzeba zrobić. Po porodach u krów niejednokrotnie następują porażenia i co ten biedny rolnik ma zrobić, jeśli taki przypadek się zdarza? - pyta Krzysztof Tołwiński z Federacji Gospodarstw Rodzinnych.

 

- Jest konkretny przypadek. Krowa nam zaniemogła. Jej mięso jest w pełni wartościowe, zdrowe. Jako rolnik jestem pozostawiony sam sobie. Jedyne co mogę zrobić, to przedzwonić właśnie do takiego handlarza i takich dziwnych ludzi, którzy stali się patologią tego systemu. Proponuje się hodowcy 300-700 zł, a jak nie to weź pan sobie lekarza, zrób jej zastrzyk i zawieź sobie pan padlinę na bakutil. Nie ma tutaj żadnej pomocy państwa. System prowadzi do tego, że handlarz bierze tę krowę za 300-700 zł i ładuje ją na samochód, w nie wiadomo jakich warunkach i w nie wiadomo jaki sposób jeśli nie jest ona w stanie się sama pozbierać. Zawozi zwierzę do rzeźni. Jeśli jest jakiś bardzo konkretny uraz to go się odrzuca i jest w pełni wartościowe mięso. Przebitka wynosi minimum 2 tys. zł. I kto tu zarabia i kto tu jest poszkodowany? Gdzie jest ubój sanitarny? Jest proste rozwiązanie: ubój sanitarny. Jest Państwowa Inspekcja Weterynaryjna i upoważniony lekarz weterynarii do takiego przypadku przyjeżdża. Kieruje krowę na ubój sanitarny. Jest telefon z rzeźni, która ma podpisaną umowę w ramach uboju sanitarnego. Przyjeżdża wyspecjalizowana firma, dokonuje uboju na miejscu, a tusze transportują już w warunkach, które nie urągają jakimkolwiek zasadom. Transportuje do swojego zakładu, tam jest szczegółowe badanie, rozbiór, a rolnik dostaje pieniądze takie jak powinien, a my dostajemy bezpieczne mięso i bezpieczną żywność. Zapewniam, że przy tym pogłowiu bydła jakie mamy w kraju, minimum 300 tys. sztuk bydła to są właśnie takie sztuki urazowe, a mięso jest dobre, pełnowartościowe i podlega tej szarej strefie. Jeśli z kolei państwowy lekarz weterynarii stwierdzi - tak organoleptycznie choćby, bo jest do tego kompetentny - że zwierze nie nadaje się do dalszego użytkowania i nie nadaje się do uboju sanitarnego, to dokonuje eutanazji środkami farmakologicznymi, za które płacimy my ze swoich podatków. My chcemy humanitarnie hodować zwierzęta i zajmować się nimi – mówił szef Federacji.

 

Tołwiński zarzuca władzom państwa, że od lat stoją na straży chorego systemu. - Państwowa Inspekcja Weterynaryjna nie nadzoruje zakładów przemysłu mięsnego, ponieważ jest chory system polegający na tym, że powiatowy lekarz weterynarii wyznacza lekarza urzędowego, powiedzmy zakładowego, praktyki prywatnej. To nie jest funkcjonariusz publiczny. W PIW funkcjonariusze publiczni otrzymują pensję w wysokości 2100-2400 zł. A ten lekarz zakładowy, który niby w naszym imieniu sprawuje nadzór, on ma kilkanaście tysięcy do 30 tys. zł. To oficjalnie, a co nieoficjalne to możemy się domyślić. Dlaczego tolerujemy taki system? - pyta retorycznie Krzysztof Tołwiński. Dodaje, że gangsterka współcześnie nie ulokowała się w narkotykach, ale w przemyśle spożywczym. Obecnie funkcjonujące przepisy i organy bezpieczeństwa żywnościowego są jego zdaniem bezbronne.

 

Pełna wypowiedź Krzystzofa Tołwińskiego znajduje się tutaj - kliknij. 

Paweł Hetnał
Autor: Paweł Hetnał
Paweł Hetnał – absolwent Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Wieloletni dziennikarz portali i gazet lokalnych z terenu Podbeskidzia.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Najnowsze artykuły autora:

Może zainteresuje Cię również:

Patologia rodzi patologię. Niskie płace, brak rąk

W miniony piątek Komisja Europejska opublikowała raport po k

Niemcy kontynuują nielegalny proceder uboju choreg

Niemiecka organizacja obrońców praw zwierząt Soko Tierschutz

Krowy i świnie korzystają z kompasu

Wiele gatunków organizmów zamieszkujących naszą planetę jest