Dodaj ogłoszenie

CenyRolnicze
NOTOWANIA
12 listopada 2018, Poniedziałek.
Kursy walut: USD USD - 3,8163 EUR EUR - 4,2962 GBP GBP - 4,9027 DKK DKK - 0,5760
Archiwum
09.11.2018 MATIF: pszenica kons. GRU18 - 199,50 (- 0,25%), kukurydza STY19 - 171,75 (- 0,58%), rzepak LUT19 - 380,00 (+ 0,93%) [euro/tona] +++ +++ +++ 09.11.2018 13.20 DRÓB, cena tuszki w hurcie: 4,10 - 5,20 zł/kg, średnia: 4,54 zł/kg (na podstawie informacji z 11 ubojni) +++ +++ +++ +++

Dramat Janusza Balińskiego, który w pożarze chlewni stracił miliony złotych. Ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania

Pan Janusz Baliński prowadzi prężnie funkcjonujące gospodarstwo rolne na terenie woj. kujawsko-pomorskiego. W marcu br. jego skwapliwie budowane przedsiębiorstwo rolne doznało ogromnych strat z powodu pożaru chlewni, w której utrzymywano ponad trzy tysiące zwierząt. Płomienie strawiły jego majątek wyceniany na grubo ponad 3,5 mln zł. Rolnik na szczęście ubezpieczył swoje mienie. Problem w tym, że firma ubezpieczeniowa Generali nie zamierza wypłacić mu należnego odszkodowania. Sprawa ciągnie się od kilku miesięcy, a gospodarstwo pana Janusza chyli się ku upadkowi, mimo że był on „mądry przed szkodą”.

 

 

Rolnik z zamiłowania

 

Pan Janusz Baliński wraz z żoną od 11 lat prowadzą gospodarstwo rolne odziedziczone po rodzicach, którzy od dawna mieszkali w mieście, a rolnictwo traktowali jako formę dodatkowego zajęcia. Od najmłodszych lat wieś i wszystko co nią związane, było jednak jego największą pasją. Po skończeniu liceum, podjął studia zootechniczne w Bydgoszczy, które skończył obroną tytułu magistra, z wynikiem bardzo dobrym, a jego praca została opublikowana w Dziennikach Naukowych Polskiego Towarzystwa Zootechnicznego. Po ukończeniu studiów i zawarciu związku małżeńskiego pan Janusz i jego świeżo upieczona żona otrzymali 15 ha ziemi bez zapasów i zasiewów oraz puste budynki gospodarskie i sprzęt do uprawy, który nadawał się już tylko do wymiany.

 

W ciągu pół roku pan Janusz zaciągnął kredyt preferencyjny i obrotowy oraz otrzymał premię dla młodego rolnika, kierunkując swoje gospodarstwo na produkcję prosiąt. Początkowo, we własnym gospodarstwie i dzierżawionych budynkach sąsiada, rolnik utrzymywał 120 macior i ok. 60 opasów. W 2011 r. w dwóch etapach, przy pomocy kredytu preferencyjnego, małżeństwo zdecydowało się na budowę chlewni na 750 macior. Ponadto w gospodarstwie wymieniono sprzęt na nowy, wzniesiono nowy budynek gospodarczo-magazynowy, a poprzez zakup i dzierżawy powiększono areał do ok. 120 ha. W 2017 r. pan Janusz wraz z małżonką wziął w dzierżawę podupadłe gospodarstwo popegeerowskie, przez co dołożył do swoich zasobów kolejne 80 ha. W wyremontowanych budynkach rozpoczęto w styczniu br. produkcję prosiąt od kolejnych 500 macior.

 

Ubezpieczenie było nadzieją na odbudowę gospodarstwa

 

7 marca br. to pamiętna data w życiu państwa Balińskich. Niestety wspomnienia z tego dnia są fatalne. W ich gospodarstwie rodzinnym doszło do pożaru, w wyniku którego spaliła się połowa chlewni i ok. 3 tys. prosiąt oraz warchlaków przeznaczonych na sprzedaż, jak również 300 macior wysokoprośnych. - Chlewnia była ubezpieczona w Generali, więc pocieszaliśmy się, że będzie dobrze i damy radę. Przy pomocy własnych pracowników oraz dwóch osób oddelegowanych przez wójta gminy Golub-Dobrzyń udało się w ciągu miesiąca uporządkować pogorzelisko. Dzięki własnym oszczędnościom, pomocy najbliższej rodziny, a także zadłużeniu się u znajomych, udało się prawie odbudować chlewnię i zasiedlić ją loszkami, które kupiliśmy od stałego dostawcy z odroczonym terminem płatności – mówi pan Janusz. To jednak byłoby na tyle „szczęścia w nieszczęściu”.

 

Z biegiem tygodni okazało się, że towarzystwo ubezpieczeniowe ociąga się z wypłatą odszkodowania za poniesione przez Balińskich straty. Ostatecznie 28 maja firma odmówiła rolnikowi wypłaty jakiegokolwiek odszkodowania, z uwagi na rzekomy brak dokumentów dotyczących przeglądu agregatu. - W kwestii przeglądu agregatu informuje, że nie przytoczyliście Państwo żadnego powodu, dla którego taki osobny przegląd miałby być przeprowadzany – pisze Baliński w korespondencji skierowanej do Generali. - Nie podaliście też Państwo żadnego argumentu wskazującego, że rzeczony agregat był przyczyną pożaru. Stąd warunkowanie wypłaty dostarczeniem przeglądu jest absolutnie niezasadne. Moglibyście Państwo wydać decyzję odmowną tylko wtedy, gdyby stwierdzono, że agregat był niesprawny i że był przyczyną pożaru. W przedmiotowej spawie niestety nie ustalono przyczyny pożaru. Pragnę podkreślić, że cały budynek wraz z instalacjami był sprawdzany. Urządzenia są konserwowane na bieżąco i w protokołach nie stwierdzono nieprawidłowości. Żadne z przytoczonych przez Państwa przepisów nie nakłada na mnie szczegółowo obowiązku dokonywania przeglądu poszczególnych składowych obiektu w tym wyposażenia. Nie ma obowiązku przeprowadzania przeglądów płytek, drzwi i okien. Badania przeprowadzane są okresowo budynku i instalacji łącznie. Przesłany wcześniej spełniał więc wymóg. Państwa odmowa ma tylko i wyłącznie na celu niezasadne wydłużenie procesu likwidacji szkody. Jednakże dla skrócenia uciążliwej likwidacji, przesyłam protokół z przeglądu agregatu – czytamy w piśmie reklamacyjnym poszkodowanego.

 

Polisy były ważne

 

Rolnik z Poćwiardowa wysłał do firmy ubezpieczeniowej wezwanie do zapłaty opiewające na na ponad 3,6 mln zł. Do dzisiaj nic nie wskórał, bowiem teraz za argument podawana jest błędnie skonstruowana polisa. - Zgodnie z wytycznymi Generali zawartymi w Państwa systemie, ubezpieczenie zostało zawarte prawidłowo. Warto zauważyć, że nawet gdyby ubezpieczenie zawarte było z wadami, skutki tego obciążałyby agenta, a nie ubezpieczonego, o czym zdają sobie Państwo doskonale sprawę – wyjaśnia Janusz Baliński w dalszej korespondencji z Generali. Ubezpieczyciel wytyka rolnikowi też szereg innych zaniedbań jak: rażące stosowanie prowizorycznych instalacji, zignorowanie wadliwego działania wentylatora, czy nieważność umów ubezpieczenia z uwagi na nieopłacenie składki. - W Państwa dokumentacji nie ma żadnego dowodu, że takie instalacje zostały poprowadzone i że były przyczyną pożaru. W protokołach znajdują się luźne sugestie bez żadnych dowodów. Nie wyczerpano więc art. 6 k.c. i nie udowodniono twierdzeń. Co do polisy, to nie zostały skutecznie wypowiedziane więc były ważne. Nie dostarczyliście Państwo żadnych dowodów nadania i odebrania przeze mnie pism, a załączone na płycie CD pisma nie posiadają nawet wewnętrznych numerów nadań – odbija piłeczkę poszkodowany.

 

Naszą największą wątpliwość wzbudził fakt, iż rolnik nie miał opłaconej składki ubezpieczeniowej. Jak wyjaśnia prawnik Balińskich, ich dwie polisy ubezpieczeniowe nie straciły ważności z tego powodu. – Składka faktycznie została opłacona w dniu szkody, co nie zmienia faktu, że polisy były ważne, gdyż zostały zawarte kilka miesięcy wcześniej. Polisy OC są ważne z chwilą podpisania i mogą nie być opłacone w ogóle, a ochrona ubezpieczeniowa jest zapewniona. W momencie wypłaty odszkodowania ubezpieczyciel potrąca sobie składkę. Natomiast w przypadku dobrowolnego ubezpieczenia mienia, aby polisa straciła ważność, ubezpieczyciel musi ją skutecznie wypowiedzieć, tj. wysłać wypowiedzenie za potwierdzeniem odbioru, a tej czynności Generali nie wykonało, zatem te polisy były ważne – przekonuje adwokat rolnika.

 

Pozostaje czekać na sprawiedliwość

 

- W mediach często podaje się informację, że rolnicy się nie ubezpieczają, a później wyciągają ręce o pomoc. Ja miałem zawartą polisę i wierzyłem, że mogę spać spokojnie. Dziś jednak moje gospodarstwo stoi na progu bankructwa, a ja nie mogę spać całymi nocami. Zadłużyłem się i włożyłem wszystkie środki w odbudowę chlewni. Zmuszony byłem sprzedać część sprzętu rolniczego. Do wyżywienia mam ok. 5 tys. świń. W wyniku dumpingowych cen duńskiego warchlaka, produkcja prosiąt spadła do granicy opłacalności. Dodatkowo z powodu niskich plonów i wysokich cen zbóż rolnicy zajmujący się tuczem ograniczyli wstawienia, więc w całym kraju jest gigantyczny problem ze zbytem prosiąt. Susza spowodowała, że plony są mizerne. Do obrobienia czeka 250 ha pola, a ja nie mam pieniędzy na nic. Mam zaciągnięte kredyty na rozwój gospodarstwa i zakup sprzętu, i coraz bardziej obawiam się o ich terminową spłatę. Bank co prawda zawiesił mi spłatę rat do końca lipca br., bo wszyscy liczyli, że do tego czasu otrzymam należne mi odszkodowanie. Jest wrzesień i na dzisiaj już zalegam z ratą sierpniową, a co dalej? Prawnik przygotowuje pozew do sądu, ale przy tak dużej kwocie odszkodowania będzie trzeba wpłacić 100 tys. zł, aby do sprawy w ogóle doszło. Złożymy wniosek o zwolnienie z kosztów i pozostaje czekać na sprawiedliwość – kwituje pan Janusz. Dodaje, że o interwencję będzie prosił także ministra rolnictwa.

 

- Początkowo towarzystwo dość aktywnie przystąpiło do likwidacji wysyłając nawet detektywów, którzy krążyli po okolicy około tygodnia i intensywnie interesowali się Balińskim, aby po kilku dniach proces utknął w martwym punkcie – wtrąca prawnik reprezentujący poszkodowanego rolnika. - Warto dodać, że pomimo wielu monitów, nawet do polskiego i włoskiego zarządu Generali, szkoda była likwidowana z naruszeniem przepisów, co skutkowało złożeniem skargi do Komisji Nadzoru Finansowego. Moim zdaniem warto też nadmienić, że po wystąpieniu do Generali o zgromadzone dokumenty, na podstawie których towarzystwo wydało decyzję odmowną, profesjonalni pracownicy firmy nadesłali też dokumentację z innej szkody, innego rolnika wraz z wszystkimi danymi i kwotami co skutkowało złożeniem przez nas skargi do UODO – mówi prawnik Janusza Balińskiego.

 

- Ciekawe że przed ubezpieczeniem nikt nie pyta o stan instalacji czy innych rzeczy. Co więcej, firmy ubezpieczają nawet nie widząc co ubezpieczają, bo nikt na miejsce się nie fatyguje. Liczy się opłacenie składki. A jak przychodzi co do czego, to jest klops. Wiem, bo ubezpieczamy całe gospodarstwo rolne i nie oszukujmy się, ubezpieczyciel może podważyć zasadność odszkodowania na podstawie wszystkiego. Jak instalacja jest zła w budynku, to nie sprzedajemy rolnikowi ubezpieczenia i tyle, a nie kasujemy nie rzadko grube tysiące i po fakcie mówimy mu, że nic tego, bo instalacja była zła – komentuje zaistniałą sytuację Mateusz Konrad Wójcik, redaktor naczelny portalu CenyRolnicze.pl.

 

Do sprawy powrócimy niebawem.

 

Zdjęcie: KP PSP w Golubiu-Dobrzyniu 

Paweł Hetnał
Autor: Paweł Hetnał
Paweł Hetnał – absolwent Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Wieloletni dziennikarz portali i gazet lokalnych z terenu Podbeskidzia.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Najnowsze artykuły autora: